W 2026 r. aż 41 z 43 nowych odcinkowych pomiarów prędkości uruchomiono na autostradach i drogach ekspresowych – najbezpieczniejszych kategoriach dróg w Polsce.
Jak dalej napisał Warsaw Enterprise Institute (WEI), kontrola NIK wykazała jednak organizację ruchu niezgodną z prawem na 63 proc. badanych tras. Najnowszy raport WEI pokazuje, że mnożenie znaków, radarów i kar nie zastąpi uporządkowania systemu ani inwestycji poprawiających przepustowość i bezpieczeństwo.
Na tysiąc mieszkańców przypada w Polsce 629 aut osobowych – 6. najwyższy wynik w UE
Z transportu samochodowego korzysta 80 proc. Polaków, a dla 47 proc. samochód jest podstawowym środkiem przemieszczania się. Na tysiąc mieszkańców przypada w Polsce 629 aut osobowych – szósty najwyższy wynik w Unii Europejskiej. Mimo tej skali decyzje państwa i samorządów coraz częściej koncentrują się na ograniczaniu ruchu, zamiast na jego sprawniejszej organizacji – wynika z raportu WEI „Radary, mandaty i dżungla znaków. Dokąd zmierza organizacja ruchu drogowego w Polsce?”.
Radary tam, gdzie jest najbezpieczniej
Od 2018 r. liczba wypadków na polskich drogach spadła o 35 proc., a liczba ofiar śmiertelnych zmniejszyła się o 42 proc. Do poprawy bezpieczeństwa przyczyniła się m.in. rozbudowa sieci autostrad i dróg ekspresowych. Choć natężenie ruchu jest na nich 2-2,5 raza większe niż na pozostałych drogach krajowych, w 2025 r. doszło tam łącznie do zaledwie 3,5 proc. wszystkich wypadków – wskazuje raport WEI.
Pomimo tego właśnie na tych trasach znalazło się 41 z 43 odcinkowych pomiarów prędkości uruchomionych w 2026 r. Ponad połowa wszystkich takich urządzeń działa dziś na autostradach i drogach szybkiego ruchu. Jednocześnie co czwarte zdarzenie na autostradzie wynika z niezachowania bezpiecznej odległości – zachowania, którego fotoradar nie kontroluje. W 2024 r. urządzenia zarejestrowały ponad milion przekroczeń prędkości, z czego ponad połowa nie przekraczała 20 km/h powyżej limitu.
Czy priorytetem nadal jest bezpieczeństwo, czy już łatwość wystawiania mandatów
Bezpieczeństwo na drodze wymaga kierowania kontroli tam, gdzie rzeczywiście dochodzi do najpoważniejszych zdarzeń. Jeżeli 41 z 43 nowych odcinkowych pomiarów trafia na autostrady i drogi ekspresowe, na których odnotowuje się zaledwie 3,5 proc. wypadków, trudno nie pytać, czy priorytetem nadal jest bezpieczeństwo, czy już łatwość wystawiania mandatów – mówi Wojciech Wyszomierski, analityk WEI i autor raportu.
483 znaki na 20 kilometrach
W raporcie porównano dwie 20-kilometrowe trasy w Warszawie i Nowym Jorku. Na pierwszej kierowca mija 483 pionowe znaki drogowe, na drugiej – 185. To różnica 161 proc. Przy średnim czasie 0,6 sekundy potrzebnym na rozpoznanie znaku przeanalizowanie oznaczeń w Warszawie zajęłoby około pięciu minut, czyli około jednej piątej płynnego przejazdu.
Skala problemu nie ogranicza się do stolicy. Za organizację ruchu odpowiada 331 różnych organów. W latach 2022–2024 NIK skontrolowała 212 km dróg i 178 skrzyżowań. Na 63 proc. badanych tras projekty organizacji ruchu były niezgodne z prawem, 21 proc. oznakowania wprowadzało w błąd lub wymagało nadmiernej uwagi, a na 31 proc. tras widoczność ograniczały reklamy i roślinność. Aż 89 proc. ankietowanych przez NIK kierowców uznało, że znaków jest za dużo. – Kierowca nie staje się bardziej uważny tylko dlatego, że otoczyliśmy go setkami znaków. Na badanej trasie przez Warszawę naliczyliśmy 483 znaki na 20 km, a kontrola NIK wykazała niezgodną z prawem organizację ruchu na 63 proc. skontrolowanych dróg. Państwo powinno zacząć od uporządkowania własnego systemu, zanim po raz kolejny zaostrzy kary wobec obywateli – podkreśla Wojciech Wyszomierski.
Mandaty bardziej dotkliwe niż sugerują kwoty nominalne
W 2025 r. polskie służby wystawiły ponad 4 mln mandatów, a kierowcy wpłacili do budżetu około 1 mld zł. Raport WEI porównuje wysokość kar nie tylko nominalnie, lecz także w relacji do zarobków. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w Polsce wystarcza na zapłatę 35 mandatów za przekroczenie prędkości o 20 km/h, podczas gdy w Niemczech – 75, a na Litwie – 162. W przypadku używania telefonu podczas jazdy relacja wynosi odpowiednio 15 mandatów w Polsce, 45 w Niemczech i 74 na Łotwie.
Zdaniem WEI proste porównywanie nominalnych stawek z państwami o wyższych dochodach prowadzi do błędnych wniosków. Dla polskiego kierowcy kara jest znacznie bardziej dotkliwa niż dla mieszkańca wielu państw Europy Zachodniej, a kolejne podwyżki nie usuną źródeł niebezpiecznych zachowań.