10 września 2026 roku McClatchy Media, wydawca 29 dzienników w 14 stanach USA, zwolnił ponad 90 dziennikarzy i innych członków zespołów medialnych w 17 redakcjach.
Jak następnie poinformował portal PRoto.pl na podstawie doniesień portalu aiport.pl, niecały tydzień później firma rozesłała pracownikom wiadomość mailową, w której przedstawiła „nowe talenty”, w tym troje redaktorów nowego działu Content Innovation Lab, zajmującego się produkcją treści z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.
Cięcia w lokalnych redakcjach
Według związku zawodowego NewsGuild-CWA zwolnienia z 10 września objęły ponad 90 osób w 17 redakcjach należących do McClatchy. Associated Press, powołując się na dane związku, podała, że redukcje dotknęły około 30 proc. wszystkich uzwiązkowionych pracowników firmy – czytamy. Cięcia szczególnie mocno odczuły niektóre z najważniejszych tytułów wydawcy. „Miami Herald”, zdobywca 24 nagród Pulitzera, zmniejszył zespół o ponad 1/3. Pracę stracił m.in. reporter zajmujący się ratuszem w Miami, a także cały zespół hiszpańskojęzycznego „El Nuevo Herald”.
W „Lexington Herald-Leader” w Kentucky zatrudnienie spadło o ponad połowę. „The Fresno Bee” zwolnił siedmiu reporterów i jednego redaktora. Josh Tehee, reporter i współprzewodniczący Bee News Guild, powiedział serwisowi The Business Journal, że oznaczało to redukcję około 30-40 proc. zespołu. Do obsługi Fresno, piątego co do wielkości miasta Kalifornii, pozostało mniej więcej kilkanaście osób. „The Modesto Bee” zmniejszył zespół o 25 proc., a „The Sacramento Bee”, którego siedziba mieści się w mieście będącym jednocześnie centralą McClatchy, pożegnał reporterów z wieloletnim stażem.
W ciągu dekady zniknęło około 40 proc. amerykańskich gazet lokalnych
Sytuacja McClatchy jest częścią szerszego kryzysu lokalnej prasy w Stanach Zjednoczonych. Według raportu Local News Initiative z Northwestern University w ciągu dekady zniknęło około 40 proc. amerykańskich gazet lokalnych, a w samym ostatnim roku zamknięto ponad 130 tytułów – czytamy. W obliczu tych zmian McClatchy już wcześniej rozwijało strategię wykorzystania sztucznej inteligencji. W maju tego roku podczas wirtualnego spotkania z pracownikami prezes firmy Tony Hunter mówił o planie „zagentyfikowania całego przedsiębiorstwa”. „W całej firmie pracujemy nad tym, żeby zagentyfikować całe przedsiębiorstwo” – tłumaczył wówczas Hunter.
McClatchy szuka również osób do tworzenia treści poświęconych m.in. barbecue, bourbonowi, sportom wodnym, turystyce pieszej i sportowi akademickiemu. Nowe marki mają koncentrować się także na podróżach, jedzeniu, rekreacji na świeżym powietrzu, sporcie i przestępczości. Firma podaje też konkretne stawki. Na stanowisku „content strategist”, związanym z produkcją artykułów z wykorzystaniem AI, można zarobić do 90 tys. dolarów rocznie. Z kolei wynagrodzenie na stanowisku „Saltwater South Personality & Influencer” może sięgać 106 tys. dolarów
Nowy model produkcji treści
Z danych firmy Originality.ai przekazanych serwisowi Straight Arrow News, na które powołuje się źródło, wynika, że nawet 12 proc. artykułów opublikowanych między czerwcem a sierpniem 2026 r. przez należący do McClatchy dziennik „The Kansas City Star” powstało z udziałem AI. W niektórych miesiącach odsetek ten sięgał 20 proc. Wśród przykładów takich materiałów wymieniono teksty o modzie na lód typu nugget, saunach jako formie życia towarzyskiego oraz o tym, co kolor i częstotliwość stolca mogą mówić o zdrowiu jelit. Konto „The Kansas City Star” w mediach społecznościowych promowało również olejek rozmarynowy za 33,91 dol. ze sklepu TrendHunter Shop, przejętego przez McClatchy dwa lata wcześniej – pisze źródło.
„Etaty przy farmie treści AI”
Reporter „The Kansas City Star”, który uniknął zwolnienia i ze względu na obawę przed odwetem wypowiadał się anonimowo, określił nowe stanowiska jako „etaty przy farmie treści AI”. Twierdził, że firmie zależy na publikowaniu materiałów pod nazwiskami autorów, ponieważ ma to zwiększać ich wiarygodność w wyszukiwarkach. Do tej kwestii odniósł się również Piotr Wolniewicz, redaktor naczelny airport.pl. Zwraca on uwagę, że czym innym jest wykorzystywanie AI do automatyzowania żmudnych czynności redakcyjnych, a czym innym zastępowanie reporterów sztuczną inteligencją. W jego ocenie w przypadku McClatchy mamy do czynienia właśnie z tym drugim podejściem.
W Polsce również widać ostrożność wobec rosnącej roli AI. Z badania „Sztuczna inteligencja w mediach”, przeprowadzonego na zlecenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przez Ogólnopolską Grupę Badawczą, wynika, że prawie 96 proc. respondentów oczekuje wyraźnego oznaczania materiałów przygotowanych z wykorzystaniem tej technologii. Ponad 92 proc. badanych ma świadomość, że dziennikarze korzystają z AI, 66 proc. obawia się manipulacji treściami tworzonymi przez algorytmy, a ponad 95 proc. sprzeciwia się zastępowaniu prezenterów przez AI.
W Polsce nie doszło dotąd do zwolnień na skalę porównywalną z przypadkiem McClatchy
Do kwestii przejrzystości odnosi się również unijne prawo. Od 2 sierpnia 2026 r. obowiązują przepisy art. 50 AI Act dotyczące informowania o treściach wygenerowanych lub zmodyfikowanych przez sztuczną inteligencję, w tym materiałach publikowanych w celu informowania opinii publicznej o sprawach leżących w interesie publicznym.
W Polsce nie doszło dotąd do zwolnień na skalę porównywalną z przypadkiem McClatchy, w których wykorzystanie technologii byłoby tak wyraźnie powiązane z reorganizacją redakcji – pisze na zakńczenie PRoto.pl. Nie oznacza to jednak, że polskie redakcje nie mierzą się z podobną presją ekonomiczną. Spadek ruchu z wyszukiwarek, niższe koszty tworzenia treści oraz możliwość zwiększania liczby publikacji bez proporcjonalnego wzrostu wydatków sprawiają, że automatyzacja staje się dla redakcji coraz bardziej atrakcyjna.