Według Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów co najmniej 300 mld euro trzeba inwestować w tabor i infrastrukturę, aby zrealizować plan objęcia transportu drogowego towarów w UE systemem handlu emisjami CO2. Na razie koszty ponoszą głównie przewoźnicy.
Nowe stawki opłat drogowych oraz mniejsza liczba zleceń sprawiają, że sytuacja w tym sektorze jest coraz trudniejsza. Rosnące koszty prowadzenia biznesu zmuszają właścicieli firm w Polsce do restrukturyzacji lub zawieszenia działalności. Nastroje wśród przewoźników drogowych są złe, a branża transportowa bez wsparcia może niebawem znaleźć się na niebezpiecznym zakręcie – napisała Magdalena Kuzmecka, ekspertka branży transportowej.
Obecnie najbardziej odczuwalny jest niski popyt, a co za tym idzie spadek stawek spotowych i kontraktowych w pierwszym kwartale bieżącego roku
– Ocena koniunktury gospodarczej w sektorach transportu i gospodarki magazynowej jest nadal na minusie (-1,5). Według najnowszych danych GUS firmy transportowe zgłaszają bariery rozwoju swojej działalności między innymi w zakresie wysokich kosztów prowadzenia biznesu, na co wskazało ponad 47% respondentów. Przedsiębiorcom nie sprzyja także inflacja (ponad 30%), a sytuację makroekonomiczną oceniają jako niepewną (27,6%).
Trudno się dziwić, skoro od blisko pięciu lat branża transportowa, w szczególności przewozów drogowych, mierzy się z wyzwaniami zarówno legislacyjnymi, jak i gospodarczymi. Obecnie najbardziej odczuwalny jest niski popyt, a co za tym idzie spadek stawek spotowych i kontraktowych w pierwszym kwartale bieżącego roku. Prowadzenia działalności przewozowej nie ułatwiają też podwyżki opłat za emisję CO2, co jako pierwsze wprowadziły Niemcy, a ostatnio dołączyły inne kraje europejskie. Do tego dochodzą również rosnące wynagrodzenia kierowców. W rezultacie koszty operacyjne są bardzo wysokie, a korekta paliwowa przy zleceniach zdecydowanie nie załatwia sprawy opłacalności zwrotu z inwestycji – wyjaśnia Kameliya Vasileva, Chief Commercial Officer w firmie Gopet Trans.
Realia rynkowe w 2024
W pierwszym kwartale br. spadły zarówno stawki na rynku spotowym, jak i kontraktowym. Jak wskazuje europejski indeks stawek frachtu drogowego (Upply, Ti, IRU) stawki kontraktowe zmalały do 127,6 pkt., czyli o 2,6 kwartał do kwartału. Spotowe zaś do 123,9 pkt., czyli o 1,1 pkt. kwartał do kwartału. W szerszym obrazku – rok do roku – liczby te prezentują się inaczej – spotowe zaliczyły spadek o 8,2 pkt., kontraktowe – 1 pkt. Co to oznacza? Nic innego jak niski popyt, co w połączeniu z wysokimi kosztami operacyjnymi firm transportowych, takimi jak utrzymanie pojazdów, ubezpieczenie, serwis i wymiana opon – sprawia, że przewoźnicy drogowi łapią zadyszkę. Rosnące wynagrodzenia pracowników w zestawieniu z faktem, że stawki frachtów w Europie nie zmieniły się znacząco, czyli adekwatnie do kosztów ponoszonych przez przewoźników, również jest czynnikiem negatywnie wpływającym na nastroje w branży. Właściciele firm transportowych muszą więc obecnie pokonać wiele zakrętów. Jednym z nich jest także sukcesywne wdrażanie dyrektywy UE 2022/362. Zmienia ona dyrektywę o eurowinietach. IRU podaje, że nowe opłaty drogowe w Niemczech spowodowały zwiększenie kwoty przewozu towarów o 83%, na Węgrzech o 40%, w Czechach o 13%, a w Austrii o 7,4%.
– Zwróćmy uwagę na to, że dotychczas wszelkie wzrosty kosztów prowadzenia działalności przewozowej w Polsce opiera się na przewoźnikach. Na branże transportową ma wpływ spadek produkcji oraz liczby zleceń. Dodatkowo przewoźnicy wybierają kierunki, które wiążą się z niższymi opłatami. Wydaje się, że znaczenie polskich firm w Europie jest na tyle duże, że scenariusz wypierania ich z rynków europejskich jest bardzo mało prawdopodobny. Niemniej trudne otoczenie ekonomiczne sprawia, że jest odsetek przedsiębiorców, którzy na przykład wycofują część swojej floty – sprzedają samochody, pozostawiając jeden lub dwa pojazdy, które mają zapewnione kontrakty i w ten sposób próbują przeczekać ten niepewny czas. Niestety są też tacy, którzy już stoją na krawędzi bankructwa – mówi Vasileva.
Gwałtowne przyspieszenie negatywnych trendów
Ponad 1 mld zł zadłużenia przypada na transport drogowy towarów. Firmy bankrutują i widać to w liczbach. Według danych GUS i COIG spośród wszystkich firm, które ogłosiły upadłość w pierwszym kwartale 2024 roku aż 6% stanowiły firmy transportowe. Z kolei 15% przedsiębiorstw, które wszczęły postępowania restrukturyzacyjne, to przewoźnicy. Odnotujmy też, że w pierwszych trzech miesiącach tego roku zarejestrowano o 3% mniej podmiotów świadczących usługi transportowe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Branża o swojej trudnej sytuacji alarmuje już od dawna.
– Liczymy na to, że druga połowa roku faktycznie przyniesie podwyższenie stawek. Widać już delikatnie pewne ożywienie gospodarcze, a ceny za frachty wzrosły na niektórych kierunkach w kwietniu i mają. Zatem wyczekujemy bardziej sprzyjającej koniunktury w transporcie, choć pozostają problemy, które należy rozwiązać. Dla przykładu, branża, która ponosi koszty wprowadzenia dopłat za emisje CO2 już teraz, nie ma żadnej alternatywy.