– Mamy wojnę w Ukrainie, konflikt na Bliskim Wschodzie, są obawy o dostawy paliw.
Mamy też konsumentów, którzy mają określoną odporność na ponoszenie pewnych kosztów i obciążeń. Patrząc na te wszystkie obszary, nasza delegacja, po głębokiej analizie, dyskusjach i naciskach, coraz bardziej przychyla się do tego, że przepisy ETS-u należy zweryfikować i urealnić, żeby nie zabijać europejskiej gospodarki, rynku pracy i konkurencyjności – mówi agencji Newseria Elżbieta Łukacijewska, posłanka do Parlamentu Europejskiego z KO, należąca do Europejskiej Partii Ludowej.
System ETS działa od 2005 r.
Zdaniem przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, system handlu emisjami CO2 wymaga modernizacji i uelastycznienia. Trwają już prace nad konkretnymi zmianami, które mają być gotowe do lipca 2026 r. Również w Parlamencie Europejskim coraz więcej jest zwolenników reformy ETS i odsunięcia wdrożenia ETS2 o kilka lat. Nie brakuje jednak głosów wzywających do całkowitej rezygnacji z systemu.
System ETS działa od 2005 r. Jest pierwszym i jednym z największych na świecie rynkiem handlu emisjami dwutlenku węgla. Opiera się na zasadzie „cap and trade” i odnosi się do limitu ustalonego dla całkowitej ilości gazów cieplarnianych, które mogą być emitowane przez instalacje i operatorów objętych systemem.
Między 2005 a 2024 r. emisje z instalacji stacjonarnych w Europie spadły o 51 proc.
– Muszą nastąpić zmiany. Najlepiej, żeby ETS2 został odsunięty w czasie na tyle, ile się da, na tak długo, jak trwają konflikty i problemy. Musimy mieć świadomość, że to są też środki na różne restrukturyzacje, renowacje, które służą także ograniczeniu emisji. Potrzebne jest więc podejście zdroworozsądkowe, a nie takie, jakie reprezentują Socjaliści, Renew czy Zieloni, według którego wszystko trzeba ograniczyć i wyrzucić to, co zanieczyszcza. Tak jakby powietrze nad Europą stało w miejscu i jeżeli tylko będziemy je chronić i ograniczać emisję, to będziemy piękni, zdrowi, długo żyli, a wszyscy inni będą funkcjonować w złym środowisku. Niestety tak nie jest – uważa Elżbieta Łukacijewska.
Jak podaje Europejska Agencja Środowiska, między 2005 a 2024 r. emisje z instalacji stacjonarnych w Europie spadły o 51 proc. Na podstawie deklaracji państw członkowskich agencja szacuje, że do 2030 r. w scenariuszu WEM (z istniejącymi zasobami) mają spaść o 62 proc. w porównaniu do 2005 r., a w scenariuszu WAM (z dodatkowymi środkami) – o 66 proc.
ETS jest kluczowym czynnikiem dekarbonizacji
– ETS w moim przekonaniu jest błędem. Zmiany wprowadzone przez regulacje związane z Zielonym Ładem, ale głównie ETS, doprowadziły europejską gospodarkę do poważnych problemów. Dzisiaj słyszymy to również z ust przedstawicieli Komisji. Przewodnicząca Ursula von der Leyen w Parlamencie Europejskim w Strasburgu mówi o tym, że potrzebujemy ETS-u, ale musimy go zmodernizować. To oznacza, że dostrzeżone zostały problemy, które z tego wynikają – zaznacza Beata Szydło, posłanka do Parlamentu Europejskiego z PiS, członkini Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
Jak podaje Komisja Europejska, ETS jest kluczowym czynnikiem dekarbonizacji, który już wpłynął na zużycie paliw kopalnych i zmniejszenie zależności UE od importu oraz ograniczenie emisji CO2. Dlatego, zdaniem Ursuli von der Leyen, ETS musi zostać utrzymany, ale potrzeba jego modernizacji i uelastycznienia. Podczas konferencji 19 marca br. przewodnicząca wspomniała o czterech środkach, które są przygotowywane w Komisji. Chodzi m.in. o aktualizację poziomów odniesienia dla bezpłatnych przydziałów z uwzględnieniem obaw przemysłu oraz zwiększenie rezerwy stabilności rynku, aby ograniczyć zmienność cen. W zakresie zmian w rezerwie Komisja Europejska przedstawiła propozycje 1 kwietnia br. Kolejny obszar, w którym planowane są zmiany, to środki średnioterminowe, w tym kwestia bezpłatnych uprawnień dla przemysłu po 2034 roku. Czwarta kwestia to wsparcie inwestycji w dekarbonizację i czyste technologie. Przewodnicząca KE zapowiedziała uruchomienie programu ETS Investment Booster, który będzie dysponował budżetem w wysokości 30 mld euro, finansowanym z 400 mln uprawnień do emisji ETS.
Trzeba szukać nowych rozwiązań
– Modernizacja tego systemu, czyli nakładania dodatkowych opłat, niczego nie zmieni. Trzeba z tego zrezygnować i się zastanowić, w jaki inny sposób można przeprowadzić transformację – ocenia Beata Szydło. – Trzeba szukać nowych rozwiązań, które będą z jednej strony uwzględniały interesy wszystkich państw członkowskich, nie tylko niektórych, będą gwarantowały bezpieczeństwo Europie i gospodarce europejskiej. Z drugiej strony nie będą doprowadzały do coraz wyższych kosztów życia Europejczyków i będą odpowiadały na wyzwania, które w tej chwili stoją przed Europą i przed całym światem.
ETS2, który budzi tyle strachu i wątpliwości, będzie dotyczył każdego obywatela Unii Europejskiej
Swoje propozycje zmian w systemie w połowie marca zaproponowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Resort postuluje, by zrezygnować z obowiązkowego wdrażania ETS2 do 2030 r. i zwiększyć alokację bezpłatnych uprawnień dla przemysłu, także dla branż objętych dziś innymi mechanizmami ochronnymi (CBAM). Polska zabiega także o wzmocnienie mechanizmów chroniących system przed spekulacjami oraz zmniejszenie obciążeń kosztami ETS dla przemysłu obronnego. – ETS2, który budzi tyle strachu i wątpliwości, będzie dotyczył każdego obywatela Unii Europejskiej. To będzie sięganie bezpośrednio do kieszeni ludzi, związane przede wszystkim z koniecznością dostosowania domów, mieszkań, budynków. To będą również dodatkowe problemy z poruszaniem się samochodami spalinowymi. To będzie też wpływało na funkcjonowanie samorządów, które dysponują obiektami publicznymi. Można tu mnożyć szereg problemów – mówi europosłanka z PiS.