– Niskie stany poziomu Wisły są papierkiem lakmusowym zmian klimatycznych.
One są namacalne i widoczne. Trzy ostatnie sezony to ewidentny dowód na to, że mamy coraz mniej wody, która przepływa. To wynika m.in. z tego, że charakter Wisły jest śnieżno-deszczowy – mówi agencji Newseria Jan Piotrowski, pełnomocnik prezydenta Warszawy ds. Wisły. – Ostatnia zima była śnieżna, ale bardzo długo mroźna, więc śnieg nie topniał i ziemia nie nasiąkała wodą. Nie było więc małej retencji. Wiosną z kolei bardzo szybko śnieg stopniał, więc woda nie miała kiedy się w tej rzece pojawić.
W szczytowym momencie lata 2025 r. 314 stacji hydrologicznych w Polsce miało przepływ poniżej SNQ
IMGW odnotował w całym kraju prawie 400 stacji hydrologicznych z przepływami poniżej średniego niskiego przepływu, a na warszawskim odcinku Wisły w sierpniu padł kolejny rekord niskiego stanu wody. Stolica nie jest zagrożona przerwami w dostawach wody czy ciepła, ale coraz niższe przepływy rzeki wpływają m.in. na żeglugę, gospodarkę wodną i funkcjonowanie infrastruktury. Miasto rozwija małą retencję i zielono-błękitną infrastrukturę, aby lepiej się przygotować zarówno na susze, jak i gwałtowne wezbrania.
14 sierpnia IMGW poinformował, że w całym kraju liczba stacji hydrologicznych z przepływem poniżej wartości średniego niskiego przepływu z wielolecia (SNQ) wynosi 392. W szczytowym momencie lata 2025 r. 314 stacji hydrologicznych w Polsce miało przepływ poniżej SNQ, co odpowiadało 30 proc. wszystkich stacji. Dla porównania w 2024 r. było ich maksymalnie 308, ale w 2023 r. – 200. W połowie sierpnia obowiązywało 89 ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną.
Od 1951 r. temperatura w Polsce wzrosła w skali roku o ok. 2,4°C
Z raportu „Klimat Polski 2025” IMGW wynika, że w ub. roku roczna suma opadów wyniosła 546 mm, czyli 89,31 proc. normy. IMGW sklasyfikował 2025 jako rok suchy. Dodatkowo średnia temperatura w Polsce wyniosła 9,5°C, czyli 0,8°C powyżej normy z lat 1991–2020. Od 1951 r. temperatura w Polsce wzrosła w skali roku o ok. 2,4°C. We wrześniu 2025 r. Wisła na stacji Warszawa-Bulwary osiągnęła historyczne minimum. 2 września stan wody według ówczesnej skali wodowskazu wynosił 4 cm przy przepływie ok. 154 m3/s. Wartość ta odpowiada 104 cm w obecnej skali. 7 sierpnia 2026 r. IMGW poinformował o kolejnym rekordzie – na stacji Warszawa-Bulwary stan wody spadł do 102 cm.
– Poziom rzeki jest dla nas bardzo istotny, ale jeszcze istotniejsze są przepływy. To jest miara, która nas informuje, ile metrów sześciennych wody w danym momencie przepływa. Teraz jest to ok. 160 m3 i jeszcze trochę nam brakuje do najbardziej dramatycznych sytuacji w latach 20. i 40., kiedy mieliśmy ok. 80 i 120 m3/s. Natomiast przyroda informuje nas, że musimy wziąć pod uwagę takie ryzyko. Tak samo mogą się pojawić wezbrania – wyjaśnia Jan Piotrowski. Ostatnie wielkie wezbranie Wisły miało miejsce w 2010 roku, kiedy poziom wody przekroczył stan alarmowy, osiągając 780 cm.
Nie ma teraz sytuacji, w których zagrażają nam jakiekolwiek blackouty czy brak ciepła, natomiast musimy myśleć o przyszłości
– W tej chwili na wodowskazie mamy 104 cm, a możemy mieć 704 i 804 cm, bo na to mniej więcej Warszawa jest przygotowana. Proszę sobie wyobrazić, jaka to jest rozpiętość skali wody. Tu, gdzie teraz stoimy – na wale, który ma chronić przeciwpowodziowo lewobrzeżną część Warszawy – ta woda z natury mogłaby podejść do tej wysokości – mówi pełnomocnik prezydenta Warszawy ds. Wisły. Jak podkreśla, infrastruktura hydrotechniczna jest przygotowana na obie skrajności, również na obecne niskie stany wody, które jednak długoterminowo mogą mieć wpływ choćby na działalność elektrociepłowni na Siekierkach. Woda pobierana z Wisły jest używana na potrzeby chłodzenia urządzeń technologicznych.
W Europejskiej strategii odporności gospodarki wodnej, przyjętej w połowie 2025 r., Komisja Europejska wskazuje, że 17 proc. zasobów wodnych w UE zużywanych jest na cele energetyczne. Z tego powodu Unia Europejska zapowiada inicjatywy, które mają na celu szukanie dostępnych i wykonalnych metod chłodzenia suchego. – Nie ma teraz sytuacji, w których zagrażają nam jakiekolwiek blackouty czy brak ciepła, natomiast musimy myśleć o przyszłości. Wisła powinna być naszym sygnałem. Musimy brać pod uwagę to, co się na niej dzieje, jeśli chcemy zabezpieczyć nie tylko rzekę przyrodniczo, ale również komfort życia w mieście – mówi Jan Piotrowski.