Przejdź do treści

Ostatni odcinek, który domyka całość

Fot. PKP PLK SA

Jest przetarg na odcinek Gdów, Szczyrzyc w projekcie Podłęże-Piekiełko. To ostatni fragment nowej linii, która ma połączyć Kraków z Sądecczyzną i Podhalem. Na mapie wygląda jak brakujące ogniwo. W terenie oznacza jeden z najtrudniejszych etapów całej inwestycji.

Nie jedna trasa, tylko nowy układ

Podłęże-Piekiełko przez lata było jedną z tych nazw, które wracały przy rozmowach o kolejowej przyszłości Małopolski. Projekt obejmuje modernizację i elektryfikację 75 kilometrów trasy Chabówka, Nowy Sącz oraz budowę 58 kilometrów nowej linii, która ma połączyć Podłęże z Tymbarkiem i Mszaną Dolną. Odcinek Gdów, Szczyrzyc domyka nową część tej układanki. Nie chodzi więc tylko o kolejny fragment toru. Chodzi o zmianę sposobu, w jaki Kraków, Sądecczyzna i Podhale będą mogły ze sobą działać. Linia kolejowa nie tylko łączy punkty na mapie. Ustala też, co może krążyć między nimi szybciej, częściej i bardziej przewidywalnie.

Najtrudniejsze jest pod spodem

Ostatni przetarg dotyczy odcinka wycenianego na około 2,5 miliarda złotych netto. Prace mają potrwać 38 miesięcy, a ich zakres dobrze pokazuje, dlaczego ta inwestycja jest czymś więcej niż prostym przedłużeniem istniejącej trasy. W podgórskim terenie trzeba będzie zbudować tunele, estakady, nową stację Szczyrzyc oraz przystanki Zręczyce i Gruszów. Do tego dochodzą obiekty inżynieryjne, przejścia pod torami, windy, bezkolizyjne skrzyżowania i cała warstwa techniczna, bez której pociąg nie pojedzie ani szybciej, ani bezpieczniej. Efekt dla pasażera ma być prosty. Warunek tego efektu jest ciężki, precyzyjny i ukryty w infrastrukturze.

Czas zmienia odległość

Po zakończeniu projektu najszybsze pociągi mają pokonywać trasę z Krakowa do Nowego Sącza w około godzinę. Podróż ze stolicy Małopolski do Zakopanego ma zająć około 90 minut. Takie liczby najłatwiej zapamiętać, bo skrócony czas przejazdu jest najbardziej widoczną obietnicą inwestycji. Znaczenie nowej linii będzie jednak szersze. Gdy podróż staje się krótsza i bardziej przewidywalna, zmienia się nie tylko rozkład jazdy, ale także codzienna mapa regionu. Inaczej planuje się pracę, naukę, wizytę u rodziny, wyjazd w góry i dojazd do większego miasta. Odległość nie znika, ale zaczyna ważyć mniej.

Ostatni przetarg nie kończy budowy

Ogłoszenie ostatniego przetargu nie oznacza końca projektu. Oznacza raczej, że cała inwestycja przechodzi w etap, w którym najważniejsze elementy zaczynają mieć swoich wykonawców, zakresy robót i terminy. Wielka obietnica zostaje podzielona na odcinki, tunele, stacje, perony, rozjazdy i konkretne zadania w terenie. To właśnie w tej skali kolej zaczyna naprawdę powstawać. Nie jako hasło o lepszym połączeniu Krakowa z południem województwa, ale jako układ rzeczy, które trzeba zbudować i połączyć tak, żeby za kilka lat działały bez zwracania na siebie uwagi.

Kiedy droga staje się oczywista

Jeśli Podłęże-Piekiełko zadziała zgodnie z planem, najważniejszy efekt może po czasie stać się zwyczajny. Pociąg do Nowego Sącza pojedzie szybciej, podróż do Zakopanego będzie prostsza, a region dostanie połączenie, którego brak przez lata było widać w codziennych wyborach. Dobra infrastruktura często właśnie tak kończy swoją najtrudniejszą pracę: przestaje być tematem, bo zaczyna być drogą.

Materiał został przygotowany dzięki wsparciu partnera – firmy Track Tec, czołowego europejskiego producenta materiałów do budowy nawierzchni kolejowej.

Udostępnij: