środa, 18 marzec 2020 12:07

Do sądu trafia mały ułamek spraw o mobbing

Napisał
Do sądu trafia mały ułamek spraw o mobbing fot. MondayNews.pl

W pierwszych trzech kwartałach ub.r. w sądach rejonowych było do rozpoznania 495 spraw o odszkodowanie i zadośćuczynienie w związku z mobbingiem. To o 12 mniej niż w analogicznym okresie 2018 roku.

Z kolei z 477 do 510 wzrosła liczba spraw o odszkodowanie z tytułu naruszenia zasad równego traktowania w zatrudnieniu. Natomiast nie drgnęły statystyki dot. rozstrzygania o rekompensatach w związku z molestowaniem seksualnym w miejscu pracy - poinformował serwis MondayNews.pl. W sądach okręgowych też niewiele się zmieniło. Zdaniem ekspertów, tylko mała część poszkodowanych szuka sprawiedliwości w pierwszej instancji. Decyduje o tym m.in. obawa o utratę zatrudnienia. Ale niewątpliwie brakuje też świadomości prawnej.

Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że od stycznia do września 2019 r. w sądach rejonowych do rozpoznania było 425 spraw (kobiety – 272, mężczyźni – 153) o odszkodowanie i zadośćuczynienie w związku z mobbingiem (art. 943 § 3 k.p.). To o 4 mniej niż w analogicznym okresie 2018 r. Natomiast spraw o odszkodowanie i zadośćuczynienie w związku z mobbingiem było 70 (kobiety – 31, mężczyźni – 39) w trzech kwartałach ub.r. To z kolei o 8 mniej niż w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 r.

– Do sądu trafia tylko ułamek spraw, w których dochodzi do nieodpowiednego traktowania pracownika. Powodów jest kilka. Po pierwsze, jeśli pojawia się rzeczywisty mobbing, to firmy są chętne zapłacić odszkodowanie w ramach ugody. Po drugie, ludzie często akceptują trudne warunki, wychodząc z założenia, że praca to nie przedszkole i czasem musi być ciężej. Są skłonni tolerować nieprawidłowości dla świętego spokoju. Po trzecie, przepisy są źle napisane. Mobbing jest bardzo trudno udowodnić w sądzie – komentuje adwokat Bartłomiej Raczkowski, partner zarządzający w Kancelarii Raczkowski.

Jak zaznacza Marcin Kozłowski, adwokat z Chałas i Wspólnicy Kancelaria Prawna, wspomniany art. 943 § 3 k.p. dotyczy osób, które doznały rozstroju zdrowia i są często wciąż zatrudnione, a mimo to decydują się na podjęcie walki z pracodawcą. Natomiast art. 943 § 4 k.p. mówi o pracowniku, który doznał mobbingu lub wskutek niego rozwiązał umowę o pracę. Przy tym przepis ten w obecnym kształcie, znacząco rozszerzającym ochronę pracowników, obowiązuje dopiero od 7 września 2019 r. Być może nowe brzmienie spowoduje, że będzie on częstszą podstawą roszczeń pracowniczych, co w konsekwencji znajdzie szersze odbicie w kolejnych statystykach.

- W mojej ocenie, łatwiejsze do udowodnienia są sprawy o zadośćuczynienie niż o odszkodowanie. To pierwsze jest przyznawane w oparciu o tzw. uznanie sędziowskie. Tu właściwie nie jesteśmy ograniczeni kwotą żądania. Inaczej jest w przypadku odszkodowania. Trzeba wykazać konkretny uszczerbek, a więc koszty, jakie pracownik poniósł w związku z działałem mobbera. Przykładowo są to wydatki na leczenie, również prywatne. Dla poszkodowanego bardziej opłacalne jest dochodzenie o zadośćuczynienie. Być może dlatego tego rodzaju sprawy aktualnie dominują w statystykach - mówi Michał Dziedzic, adwokat z Kancelarii Klisz i Wspólnicy.

- Sąd okręgowy jest rzeczowo właściwy w sprawach o mobbing, jeżeli wartość roszczenia przekracza 75 tys. złotych. Mała ilość spraw związana jest zapewne z praktyką orzeczniczą. Przyznawane kwoty zadośćuczynienia zazwyczaj nie przekraczają 30 tys. zł. Większość roszczeń nie przekracza 75 tys. zł i procedowana jest przed sądami rejonowymi – dodaje mecenas Dziedzic.

Statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości wskazują też, że do sądów II instancji trafia nieliczny odsetek spraw związanych z mobbingiem oraz molestowaniem seksualnym. Jak wyjaśnia mec. Kozłowski, dane te są trudne do interpretacji bez znajomości treści rozstrzygnięć. Jednak wyłącznie na tej podstawie można przyjąć, że albo zapadłe wyroki są oceniane jako słuszne albo strony po prostu rezygnują z dalszej wycieńczającej walki w sądzie. 

- Sprawy mobbingowe zawsze były długotrwałe. Ostatnio trzy do pięciu lat to norma. Postępowania znacznie się wydłużyły, od kiedy rząd zaczął reformy wymiaru sprawiedliwości. Często jest do wezwania kilkudziesięciu świadków, a przesłuchanie nawet 10 osób w ciągu roku to wciąż wyzwanie dla naszych sądów. Potem jeszcze jest postępowanie apelacyjne, które też może trwać rok – podsumowuje Raczkowski.