wtorek, 05 maj 2020 12:17

Niepewna równowaga na rynku pracy w czasie kwarantanny

Napisał
Niepewna równowaga na rynku pracy w czasie kwarantanny fot. freeimages.com

Większość agencji pracy zrzeszonych w Stowarzyszeniu Agencji Zatrudnienia w marcu i kwietniu odczuła znaczne spadki zamówień wynikające ze spadku liczby pracowników firm-klientów i z nadzieją wyczekuje na odmrożenie rynku po majówce.

Największe przeszkody w funkcjonowaniu to na dziś zaciskanie pasa przez klientów, obowiązkowa kwarantanna na granicach i ogromna niepewność związana z funkcjonowaniem „tarczy” oraz zmianami prawa pojawiającymi się z dnia na dzień. Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ), największa w Polsce branżowa organizacja pracodawców, zrzeszająca agencje pracy przeprowadziła ankietę wśród swoich firm członkowskich, żeby dowiedzieć się jak radzą sobie w czasie kwarantanny i jak widzą najbliższą przyszłość na polskim rynku pracy. Większość – 59% respondentów (co nie jest zaskoczeniem), zadeklarowało, że epidemia wpłynęła na ich funkcjonowanie „w znacznym stopniu” i że kryzys w takiej skali jest dla nich biznesowym szokiem. Co bardziej zaskakujące – ponad 80% uważa, że branża zatrudnienia bardzo zmieni się po kryzysie, z czego 59% - że zmieni się na plus. 

Właściciele i szefowie agencji rekrutacyjnych zrzeszonych w SAZ wskazują na marzec – pierwszy miesiąc kwarantanny, jako zdecydowanie najtrudniejszy. Wszystkie agencje odczuły spadki zatrudnienia, z czego w ponad połowie przekroczyły one 20%. W kwietniu połowa agencji odnotowała zmniejszenie liczby pracowników powyżej 20% a druga połowa – od 10 do 20%. Tylko 19% agencji ma nadzieję, że w maju liczba zatrudnionych wzrośnie o ok 10%, aż połowa ocenia, że rynek pracy zanotuje w tym okresie kolejny około 10-procentowy spadek. Pozostałe 31% uważa, że sytuacja ustabilizuje się i nie będzie zmian ani w jedną ani w drugą stronę. 

– Sytuacja szczególnie dynamicznie zmieniała się w pierwszych dwóch tygodniach lock down-u. Jednego dnia otrzymywaliśmy informację, że u jakiegoś klienta stanęła linia produkcyjna i pracę traci 200 osób, a następnego dnia ktoś inny informował, że potrzebuje tych ludzi – mówi Iwona Szmitkowska, prezes SAZ i prezes agencji Work Service SA. – Nowe miejsca pracy nie zawsze pojawiają się w tym samym miejscu, w którym inne są zamykane. A więc, chociaż uwalniają się duże zasoby polskich pracowników, problem jest często ich mobilność, dużo mniejsza niż np. pracowników z Ukrainy. Agencje muszą reagować na te zmiany z dnia na dzień i - gdzie tylko to możliwe - „dopasować” uwolnione miejsca pracy do pracowników, którzy właśnie stracili zatrudnienie. Sprawy nie ułatwiał chaos przepisów, które dramatycznie, najczęściej także z dnia na dzień, zmieniały „zasady gry”.

– W pierwszym etapie kwarantanny nowe przepisy często wchodziły w życie w nocy, co rodziło ogromną niepewność i dezinformację, która trwa w zasadzie do dziś. Kiedy nie wiadomo, jak zachowa się państwo ciężko cokolwiek zaplanować. Przykładem może być tarcza antykryzysowa. Wiemy, że środki z jej puli są ograniczone, więc obowiązuje zasada „kto pierwszy ten lepszy” – mówi Maciej Kopaczyński, wiceprezes SAZ i prezes Laxo Group. – Wciąż dużą zagadką jest to, jak ostatecznie wyglądać będzie odciążenie w daninach, które mamy składać państwu, nie wiemy, jakie będą i czy będą kolejne etapy pomocy, a więc czy musimy zwalniać ludzi, czy jednak uda nam się utrzymać zatrudnienie. 

Sytuacja w poszczególnych agencjach jest bezpośrednim odzwierciedleniem sytuacji w branżach, dla których wykonują one zlecenia. Przed najtrudniejszymi wyzwaniami stanęły więc agencje dostarczające pracowników do automotive (gdzie redukcje zamówień pracowników sięgnęły nawet 80%), handlu, restauracji, firm eventowych, czy meblarskich. Na brak zamówień nie narzekają te, które działają dla sieci spożywczych, firm kurierskich czy producentów i dystrybutorów wyrobów farmaceutycznych i medycznych. – Od swoich początków skupiamy się przede wszystkim na branży spożywczej i logistycznej, więc śmiem uważać, że ucierpieliśmy najmniej, jak tylko mogliśmy. Obecnie skupiamy się na problemach branży rolniczej, która będzie borykała się z dużym niedoborem pracowników. Jesteśmy w kontakcie z kilkunastoma urzędami miast i gmin, w których pojawiają się zapytania od gospodarstw rolnych. Identyczna sytuacja jest na Zachodzie, gdzie Niemcy lub Duńczycy usilnie szukają pomocy, a w połowie maja rusza przecież sezon zbioru owoców – mówi Jakub Goliszewski, prezes zarządu FOLGA SA. 

Dodaje, że choć marzec i kwiecień były miesiącami redukcji, to wśród klientów już zauważalna jest nadzieja, na poprawę i wejście w „nową normalność” po kwarantannie już w maju. – Mamy pierwsze pozytywne sygnały, np. że branża automotive na Węgrzech powoli rusza, co jest wskaźnikiem wychodzenia z recesji – mówi Goliszewski. Z ankiety SAZ wynika, że około 20% agencji w trakcie kryzysu udało się wejść we współpracę z branżami, z którymi dotychczas nie współpracowały, a które w czasie kwarantanny zwiększyły zapotrzebowanie na pracowników. W czasie niepewności i ciągłej zmiany na usta pracodawców wróciło słowo „elastyczność”. Ponad połowa agencji SAZ uważa, że spowoduje to na rynku zatrudnienia „zmianę na lepsze”. 

- Praca tymczasowa już jest postrzegana jako dobra alternatywa, a czasem panaceum dla poranionych kryzysem firmy, które szykują się na trudny restart. Wiele z nich obawiając się kosztów i stałych zobowiązań będzie teraz planowało działania w krótkim horyzoncie: tygodnia, miesiąca, maksymalnie kwartału. Będą więc częściej wybierać elastyczne formy zatrudnienia, gdzie mimo nieco droższej usłudze rekrutacyjnej można m.in. szybciej i łatwiej zawieszać lub wychodzić ze współpracy z pracownikami, niż ma to miejsce przy stałych umowach o pracę – mówi Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progress. Jego zdaniem odmrażanie gospodarki będzie w pierwszej kolejności dotyczyło rynku wewnętrznego. - Trzeba zadbać o zagospodarowanie pracowników w kraju i zabezpieczenie tych, którzy stracili pracę – mówi Maciołek. Jego zdaniem po kryzysie spowodowanym pandemią Polacy chcąc nie chcąc wrócą do zawodów, których w ostatnich pięciu latach nie chcieli już wykonywać, jak przetwórstwo mięsne, rybne czy też rolno-spożywcze.

Kryzys koronawirusowy już bardzo mocno wpłynął na międzynarodową wymianę pracowników. Ogromne kłopoty mają małe regionalne firmy, które bazowały wyłącznie na pracownikach z Ukrainy. Fakt, że Ukraińcy, którzy już przebywają w Polsce otrzymali prezent w postaci automatycznego przedłużenia wiz pracowniczych jest dla niech niewielkim pocieszeniem. Dwutygodniowa kwarantanna na granicach ma też dramatyczne konsekwencje dla około 64 tys. Polaków pracujących w Niemczech czy Czechach. Wielu z nich staje przed trudnym wyborem między rezygnacją z zarobków, a pozostaniem z rodziną. Z wyliczeń SAZ wynika, że z tytułu przychodów, już stracili oni w sumie ponad 200 mln zł. 

Osobny temat, to sytuacja polskich opiekunek osób starszych, które pracują na Zachodzie i jako personel około medyczny mogą po spełnieniu określonych warunków przekraczać granice bez obowiązku odbycia kwarantanny. Ale i tutaj sytuacja się skomplikowała. - Wielu Niemców na czas kwarantanny zrezygnowała z usług opiekunek i samodzielnie zaopiekowała się swoimi rodzicami. Ale też wiele opiekunek, które traktowały tę pracę jako dodatkowe źródło dochodu, zrezygnowało teraz z wyjazdów - mówi Maciej Kopaczyński.