środa, 16 wrzesień 2020 12:21

Dudek: Konstytucyjny limit albo kurs na lodową górę

Napisał
Dudek: Konstytucyjny limit albo kurs na lodową górę fot. freeimages.com

Nazwanie przez Ministra Finansów konstytucyjnego limitu zadłużenia „sztuczną barierą” to punkt zwrotny w sytuacji polskich finansów publicznych. Niestety, to zwrot transatlantykiem w kierunku góry lodowej - napisał w komentarzu dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP.

- Jestem zwolennikiem, żeby nie robić sobie sztucznych barier. Jesteśmy częścią globalnej gospodarki, większość krajów UE nie ma takich konstytucyjnych limitów. Wszyscy pracujemy pod stabilizującą regułą wydatkową, która jest kontrolowana przez Komisję Europejską i to powinno być raczej parametrem, jakim jesteśmy ograniczani, niż konstytucyjny limit. Jak najbardziej powinniśmy rozmawiać, czy jest dalej sens dla naszej gospodarki i czy ten poziom 60 proc. jest adekwatny - powiedział Minister Finansów Tadeusz Kościński w wywiadzie prasowym.

Tę wypowiedź można skomentować słowami „maski opadły”, bo ta wypowiedź pokazuje prawdziwe intencje Ministerstwa Finansów. Niestety równocześnie powoduje ona, że opadają ręce. Z punktu widzenia ekonomii instytucjonalnej reguły fiskalne to niezmiernie ważne instytucje. A nie sztuczne bariery.

Chronią one finanse publiczne przed rozdrapaniem przez polityków. Gdyby nie te zabezpieczenia, budżet zostałby ogołocony, a następnie zadłużony po uszy, byleby tylko zdobyć głosy wyborców. Nic dziwnego, że te „sztuczne bariery” politykom przeszkadzają. Źle jednak, że minister finansów mówi jak polityk. On powinien strzec tych reguł. Finanse publiczne trzeba planować na dekady, na pokolenia. A nie patrzeć na nie z perspektywy wyborczego kalendarza.

To tak, jakby szef drogówki powiedział, że ograniczenie prędkości w mieście do 50 km/h to sztuczna bariera, bo jego szwagier jeździ 100 km/h i nigdy nie spowodował wypadku.

Retoryka Ministerstwa Finansów jest też wewnętrznie sprzeczna. Z jednej strony MF mówi, że ten limit był potrzebny w latach 90-tych, bo wtedy potrzebowaliśmy wiarygodności. A teraz okazuje się, że jest to sztuczna bariera. Czyżbyśmy nie potrzebowali wiarygodności? Innego zdania jest chyba agencja ratingowa Fitch, która już się przygląda naszemu deficytowi.

Poraża też brak spójności w słowach ministra. Twierdzi on najpierw, że limit konstytucyjny powinien zostać, ale powinien być podwyższony. Czyli zapis w konstytucji jest OK, ale być może należy dyskutować o jego poziomie. Ale niestety na jednym oddechu minister dodał, że może limit w ogóle powinien być zniesiony. To jakie jest więc stanowisko polskiego ministra? Zapis ma być, ma go nie być, jest OK, jest „sztuczną barierą”? W regułach fiskalnych, oprócz numerycznych wartości, najbardziej istotna jest dbałość o wiarygodność reguł w odbiorze publicznym. Minister Finansów jej takim zachowaniem nie zwiększa. A przecież jego misją jest promowanie wśród społeczeństwa znaczenia stabilności finansów publicznych.

(…)Działając w ten sposób, trafiamy na równię pochyłą. Przyjdzie kolejny kryzys i skończymy z długiem 120 proc. Następne załamanie koniunktury i będzie 140 proc. Gdyby Grecja miała limit konstytucyjny, na pewno nie popadłaby w takie problemy fiskalne. Mimo że nasze gospodarki są różne, to w scenariuszu politycznym widzę ogromne analogie. Przed latami 70. Grecja miała dług poniżej 50 proc. Potem dwie najważniejsze partie przez kilka kadencji na zmianę licytowały się obietnicami politycznymi. Były tam m. in. 13-tki, 14-tki, bony, krótszy wiek emerytalny itd. W jednej z kampanii było hasło „Pieniądze są”. Podobne padło niedawno zresztą i na naszym, polskim podwórku. Grecki dług po tym wpadł na ścieżkę wzrostową. (…)Oczywiście nasza gospodarka jest teraz silniejsza niż grecka w okresie problemów, ale przed nami kryzys demograficzny.

Ubędzie 10 milionów Polaków w wieku produkcyjnym. Oprócz szybko rosnącej populacji emerytów, będą musieli jeszcze obsługiwać i spłacać wyższy dług. To kierunek na katastrofę.

Limit zadłużenia jest najsilniejszym, ostatecznym hamulcem dla polityków, chroniącym finanse publiczne od rozdawnictwa bez pokrycia. Zresztą prawne limity zadłużenia są najwyżej oceniane w rankingach reguł fiskalnych (np. w indeksie reguł fiskalnych KE).

(…)Mimo że teraz na dużą skalę ten hamulec jest omijany, to jednak łatwo jest zmierzyć to omijanie. Tutaj nie da się ukryć emisji papierów skarbowych, bo prawo finansowe na to nie pozwala. I opinia publiczna zawsze się dowie o rzeczywistym zadłużeniu. Deficyt, limit wydatkowy, deficyt strukturalny, benchmark wydatkowy to ważne i konieczne mierniki stanu finansów publicznych, ale tam pole manewru w kreatywności jest dużo większe i łatwiej jest manipulować.

(…)Minister Finansów proponuje wręcz likwidację progu konstytucyjnego i wskazuje, że reguła wydatkowa powinna być głównym parametrem.

Ale przecież reguła wydatkowa miesiąc temu została zmieniona nocną wrzutką w ustawie o pracownikach delegowanych. Ta poprawka całkowicie zniszczyła wiarygodność reguły wydatkowej. Kto uwierzy w regułę, którą można na kilkadziesiąt miliardów złotych rozluźnić poprawką poselską i to nawet nie w ustawie o finansach publicznych? Co jeszcze istotne Minister Finansów oraz wiceminister Piotr Patkowski w maju mówili o uszczelnieniu reguły wydatkowej. Mówili „chcielibyśmy, żeby to było przedmiotem bardzo szerokiej debaty, trwającej pewnie kilka miesięcy, w trakcie której moglibyśmy się nad tym zastanowić”. A potem nocną wrzutką zniszczyli regułę. Bez żadnych konsultacji, debat.

(…)Dla dobra naszej przyszłości próg musi być w konstytucji, a rola i wiarygodność reguły wydatkowej musi zostać wzmocniona. Takich działań bym oczekiwał od strażnika naszych finansów publicznych, którego jednak chyba nie mamy - kończy komentarz Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP.