środa, 23 wrzesień 2020 12:21

Sadecki: Można zmodyfikować polską kulturę pracy

Napisał
Sadecki: Można zmodyfikować polską kulturę pracy fot. freeimages.com

Z chwilą ogłoszenia pandemii pocieszaliśmy się żartami, że na szczęście koronawirus nie tworzy tłumów zombie, z którymi musielibyśmy walczyć. Czas jednak pokazał, że nie był to specjalnie trafiony żart.

Bowiem w chwili obecnej gospodarki wszystkich krajów świata stoją przed problemem tysięcy zombie-jobs, czyli miejsc pracy zagrożonych likwidacją. Tylko w Polsce zatrudnienie może stracić około miliona osób.

- W gruncie rzeczy, sytuacja widziana z perspektywy przedsiębiorców zawsze jest niepewna i każda firma, od rodzinnych interesów po wielkie korporacje, liczy się z ryzykiem różnych zdarzeń - komentuje Krzysztof Sadecki, analityk biznesowy. - Okoliczności w których znaleźliśmy się obecnie są po prostu nowe, więc chociaż zawsze spodziewamy się najgorszego, nie jesteśmy w stanie przewidzieć rozwoju wypadków ze stuprocentową pewnością.

To z kolei oznacza że decyzje podejmowane w kwietniu i w maju przyniosą skutki, które mogą zmienić ogląd sytuacji w perspektywie dwóch-trzech miesięcy. Trzeba też zwrócić uwagę na to, że żaden ekonomista po opracowaniu rozwiązania, czy strategii nie spoczywa na laurach i nie traci zainteresowania sytuacją, tylko monitoruje skutki swoich pomysłów i opracowuje nowe. Od początku było wiadomo, że nie są to optymalne rozwiązania a wdrażane pod wpływem chwili - czyli pod ogromną presją - będą krótkoterminowe, i będą mieć wpływ na kondycję gospodarek, dlatego nikt nie pozostawił sytuacji by rozwijała się bez kontroli. Ponieważ różne metody wywołują różne skutki, wymiana doświadczeń między ekonomistami pozwoli opracować kolejne. A to oznacza, że wszystkie katastrofalne prognozy są tak naprawdę mniej uzasadnione, niż się w tej chwili wydaje.

W Polsce firmy wciąż wstrzymują rekrutację pracowników, a liczba nowych ofert pracy w agencjach i urzędach spadła łącznie o 60 proc. Wynika to z przewidywania, że gdy skończy się rządowa kroplówka bezrobocie gwałtownie skoczy w górę, a zatrudnienie może stracić około miliona osób. Problem w tym, że tak naprawdę to dopiero początek możliwego kryzysu ekonomicznego. Jeśli państwo nadal będzie dopłacać przedsiębiorcom by utrzymali zatrudnienie - wzrośnie dług finansów publicznych. Jeśli przestanie, to wraz ze wzrostem bezrobocia spadnie popyt, bo przy niepewnej przyszłości gospodarstwa domowe ograniczają konsumpcję.

- Przede wszystkim zmienia się sposób pracy, a tylko to już poważnie zmienia postać rynku pracy do kształtu z jakim analitycy wcześniej się nie spotykali, nie można więc twierdzić że ich przewidywania na pewno będą trafne - uważa Sadecki. - Okazuje się, że można zmodyfikować polską kulturę pracy i nawyki związane z dyscypliną wewnętrzną firm, i efektywnie pracować zdalnie co zmieniło podejście przedsiębiorców do stylu pracy.

Co więcej, nawet po powrocie do gospodarczej równowagi w wielu miejscach taka sytuacja się utrzyma, bo wielu pracowników nie będzie już nigdy codziennie dojeżdżać do firmy, a potem będzie szukać wyłącznie takiego zajęcia, jakie pozwoli im właśnie na pracę zdalną. W dużych miastach stratami zostaje więc dotknięty rynek nieruchomości; pracownicy rezygnują z wynajmu mieszkań i pokoi, swoje zadania wykonują pracując w rodzinnych miejscowościach. Dodatkowymi okolicznościami, które rzadziej się bierze pod uwagę są inflacja, związane z lockdownem zadłużenie rządów wszystkich państw i obniżka stóp procentowych, która pozwoli dogodniej to zadłużenie obsługiwać. Ponieważ stopy procentowe w połączeniu z inflacją spowodują, że kredyt bankowy w chwili spłacenia będzie wart mniej, niż w chwili zaciągnięcia, z poważnymi kłopotami liczy się też rynek usług finansowych.

Owszem, banki dbające o swoje interesy będą mniej skore do pożyczania pieniędzy, których kursu nie da się przewidzieć ale wiedząc, że to podstawa ich bytu możemy być pewni, że zrobią wszystko by ta sytuacja się zmieniła. Reasumując, żadna branża, ani żaden sektor rynku nie jest pozostawiony samemu sobie ponieważ gospodarka jest systemem naczyń połączonych i aby utrzymać odpowiedni poziom, środki muszą krążyć. Po raz kolejny możemy zobaczyć, jak pandemia zmienia nie tyle nasze położenie, ile relacje społeczno-gospodarcze na takie, dzięki którym uda się ten kryzys zażegnać - kończy ekspert.