wtorek, 17 listopad 2020 14:37

Arendarski: Im dalej od wiosny, a bliżej jesieni, tym z oceną dialogu jest gorzej

Napisał
Andrzej Arendarski Andrzej Arendarski fot. Instytut Staszica

Na portalu Instytutu Staszica została opublikowana rozmowa Radosława Koniecznego z Andrzejem Arendarskim, prezesem Krajowej Izby Gospodarczej:

Pierwsza fala pandemii skutkowała uruchomieniem relatywnie dużych środków z tzw. tarczy antykryzysowej, co pozwoliło wielu przedsiębiorcom przetrwać trudny okres. Jesteśmy w trakcie kolejnej fali, wprowadzane są kolejne ograniczenia uderzające w polskie firmy, a w budżecie nie ma pieniędzy na duży program pomocowy. Jednocześnie wprowadzane są nowe opłaty i obciążenia (opłata cukrowa od stycznia 2021 r., opodatkowanie spółek komandytowych). Jak może się to odbić na kondycji polskich przedsiębiorstw?

Naczelną zasadą w postępowaniu administracji z biznesem powinno teraz być „po pierwsze nie szkodzić”. A jeśli nie ma innej drogi to szkodzić w jak najmniejszej skali. Nakazy czasowego zwieszenia działalności, nakazy istotnej zmiany sposobu działania, ale również decyzje i zalecenia skutkujące ograniczaniem mobilności klientów, powodują bardzo głębokie szkody w wielu, biznesach. Wiosną faktycznie wyasygnowane zostały pokaźne środki, by przynajmniej częściowo te szkody zrekompensować (nawet, jeśli powszechną była narracja o pomocy państwa, a nie o rekompensacie za decyzje administracji wywołujące szkodę). Teraz do dyspozycji administracja ma zdecydowanie mniejsze środki. W konsekwencji skala szkód, jaką jest w stanie zrekompensować też jest dużo mniejsza. Oczywiście trzymając się kurczowo narracji o „pomocy” a nie o „rekompensacie za szkody” można wyobrazić sobie kolejną falę obostrzeń dewastujących gospodarkę przy marginalnych środkach pomocowych. Oczywiście urąga to przyzwoitości, niesie ryzyko wejścia w silny i potencjalnie kosztowny spór z tymi, którzy wybiorą drogę sądową i zażądają stosownego odszkodowania. Ale przede wszystkim to wyrzuci na śmietnik wszystkie pozytywne efekty, jakie ogromnymi nakładami udało się osiągnąć wiosną. Administracja przede wszystkim zablokowała wtedy głębokie załamanie bazy podatkowej. Utrzymała na powierzchni wiele biznesów, miejsc pracy, a przede wszystkim zdolności konsumentów do wydawania pieniędzy. Teraz bardzo niewiele nas dzieli by tamten wysiłek (w tym poniesione nakłady) zmarnować. Co ważne, to zmarnowanie może przyjść tak przez zatrzymanie gospodarki teraz czy wiosną, ale również przez próbę zbyt szybkiego powetowania sobie przez administrację poniesionych wcześniej wydatków. Dodatkowe obciążenia podatkowe, dodatkowe daniny, dodatkowe obowiązki administracyjne dołożone na tak trudny czas, mogą być czynnikiem, który popchnie wiele firm w stronę upadku. Co trzeba jeszcze raz z mocą podkreślić – firmy, które z takim trudem i takim kosztem udało się utrzymać na powierzchni wiosną.

Jak ocenia Pan dialog rządzących z przedsiębiorcami w czasie pandemii?

To bardzo trudne pytanie. Z jednej strony trzeba pamiętać, że administracja, zwłaszcza wiosną, stanęła przed arcytrudnym zadaniem. Trzeba było bardzo szybko i bardzo mocno reagować w kompletnie nieznanej sytuacji. W taki czas liczy się działanie, nawet zbyt szybkie i z błędami, które na bieżąco trzeba wyłapywać i korygować. Nie ma czasu ani zasobów na dogłębne konsultowanie dokonywanych posunięć. Co istotne, w kolejnych odsłonach Tarcz antykryzysowych stopniowo uwzględniane były niektóre z postulatów kierowanych do administracji ze środowisk biznesowych. Ale nie ulega wątpliwości, że szybsze i wnikliwsze przysłuchiwanie się tym postulatom pozwoliłoby Tarcze antykryzysowe wprowadzać szybciej i w doskonalszym kształcie. Niestety, im dalej od wiosny, a bliżej jesieni, tym z oceną dialogu jest gorzej. Mimo że był już czas na dyskusje o tym, co bieżąco i w przyszłości dzieje się i dziać będzie z gospodarką. Mimo licznych sugestii, propozycji i postulatów biznesu przygotowanie do trudnej jesieni okazało się nieadekwatne. Komunikacja tego, co na jesieni może nastąpić i jak będzie reagować administracja, okazała się nieaktualna w pierwszym starciu z trudnościami. Zamiast dialogu i działania w przygotowaniu i zgodnie z nakreślonym wcześniej planem, dostaliśmy skurczowe reakcje bez liczenia się ze skutkami ekonomicznymi podejmowanych decyzji.

Czy Krajowa Izba Gospodarcza gromadzi sygnały od przedsiębiorców zrzeszonych w izbach i organizacjach branżowych? Jakie są ich podstawowe oczekiwania teraz, w obliczu kryzysu?

W sposób naturalny Krajowa Izba Gospodarcza jest miejscem dyskusji dotyczących aktualnej i przyszłej sytuacji gospodarki, poszczególnych branż i przedsiębiorstw. Poruszane są w nich również tematy takie jak problemy przedsiębiorców z bieżącym działaniem i postulaty ukierunkowane na wsparcie możliwości utrzymania biznesu i jego rozwoju. Spektrum poruszanych tematów jest bardzo szerokie. Od tematów istotnych dla dużych obszarów gospodarki, po bardzo niszowe, dotykające stosunkowo niewielką liczbę firm, ale w sposób zrozumiały z ich punktu widzenia kluczowych. Z tematów ogólnych wypada wymienić wzmiankowane wyżej „po pierwsze nie szkodzić”, dotyczące obecnych restrykcji dla gospodarki czy komplikacji sytuacji przedsiębiorstw w tak trudnym roku jak 2021. Z tematów bardziej szczegółowych można wskazać te dotyczące sytuacji branż już dotkniętych jesiennymi obostrzeniami, możliwości reaktywacji ich działania, pomysłów na dopasowanie ich profilu biznesowego do nowych warunków. A z tematów, które ostatnio zeszły z pierwszego planu publicystyki, wciąż dyskutujemy nad tak kluczowym zagadnieniem jak zaopatrzenie w energię, tak w kontekście pewności dostaw jak i ceny – wpływającej na naszą konkurencyjność na arenie międzynarodowej.

Jak obecna sytuacja może się odbić na konkurencyjności polskich firm na zagranicznych rynkach?

Patrząc na bieżące dane o wynikach eksportu towarów trzeba mówić o niezaprzeczalnym sukcesie naszych producentów. Korekta sprzedaży jest ledwie muśnięciem tego, czego obawialiśmy się po tak dużym kryzysie przetaczającym się przez świat. Ewidentnie znów wykorzystujemy trudny czas by na rynkach rozpychać się łokciami i przekonywać do naszych wyrobów coraz to nowych odbiorców. Pytanie tylko czy w dobie rosnących obciążeń dla firm (tak w zakresie danin jak i obowiązków), rosnących kosztów pracy, energii, uda się ten impet utrzymać. W ostatnich miesiącach wykorzystujemy to, że część świata wolno budzi się po zatrzymaniu z wiosny. Ale kiedy ten rozruch będzie postępował, zwłaszcza stymulowany dodatkowymi pieniędzmi, jakie inne gospodarki już wyasygnowały i wciąż asygnować będą dla wzmocnienia swoich przedsiębiorców, może być trudniej. Trudności negatywnie przełożą się na sekwencję procesów inwestycyjnych. Bez inwestycji zaś w unowocześnianie i rozbudowę mocy produkcyjnych o podtrzymaniu obecnej ekspansji mowy nie będzie.

Czy grożący naszej gospodarce potężny kryzys nie jest właściwym momentem, by zmienić fundamentalnie stosunek państwa do przedsiębiorców? Ułożyć relacje w inny sposób, także dokonując zmian w prawie?

Odpowiedź może być tu tylko jedna. Dokładnie tak powinno być! Tylko, że oczywiście w tym idealizmie warto, by nas entuzjazm nadmiernie nie poniósł. Dla administracji kluczowa jest wiedza, gdzie chcemy dojść (razem ze zmieniającym się światem). Umieć to wyraźnie zakomunikować przedsiębiorcom i konsumentom. Zbudować zaufanie partnerów do siebie jak i własne do partnerów. Chcieć słuchać zdania innych i chcieć je stosować tam gdzie to pożyteczne dla obranego celu. To nie jest zestaw prostych recept. Na pocieszenie można powiedzieć, że zrobiliśmy sporo w tym kierunku od transformacji gospodarczej. Jesteśmy za to przez wielu podziwiani. Patrząc jednak obiektywnie, przed nami droga dłuższa od tej, jaką już zrobiliśmy.