środa, 23 grudzień 2020 17:30

Porucznik Jan Rodowicz „Anoda”, legendą był już za życia

Napisane przez Tadeusz Płużański
Porucznik Jan Rodowicz “Anoda” urodzony 7 marca 1923 r. w Warszawie. Pochodził z rodziny o patriotycznych tradycjach, przodkowie ze strony matki i ojca brali udział w powstaniu 1863 r Porucznik Jan Rodowicz “Anoda” urodzony 7 marca 1923 r. w Warszawie. Pochodził z rodziny o patriotycznych tradycjach, przodkowie ze strony matki i ojca brali udział w powstaniu 1863 r mat.pras

Jan Rodowicz „Anoda” chłopak pełen wigoru, poczucia humoru, ruchliwy i wiecznie zajęty. UB aresztowało go w Wigilię 24 grudnia 1948 r., w mieszkaniu przy ulicy Lwowskiej 7/10 w Warszawie.

Przeprowadzono rewizję domową i osobistą. Porucznik Jan Rodowicz „Anoda” został osadzony przy Koszykowej 6 – w areszcie wewnętrznym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Stało się tak na wniosek ppłk Julii Brystygier, „Luny”, dyrektor Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

7 stycznia 1949 r., po kilku dniach ubeckiego śledztwa, już nie żył. I choć oficjalna wersja wciąż mówi o samobójstwie (miał wyskoczyć z IV piętra gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego - dziś Ministerstwo Sprawiedliwości - przy ul. Koszykowej w Warszawie), nikt w nią nie wierzy. W III RP śledztwo przeciwko żyjącym oprawcom porucznika Jana Rodowicza „Anody” po kilku latach umorzono. Dzięki grubej kresce dla komunistycznych zbrodniarzy zabójcy pozostali bezkarni.

23 Warszawska Drużyna Harcerska

Porucznik Jan Rodowicz “Anoda” urodzony 7 marca 1923 r. w Warszawie. Pochodził z rodziny o patriotycznych tradycjach, przodkowie ze strony matki i ojca brali udział w powstaniu 1863 r. Jego ojciec, Kazimierz Rodowicz był inżynierem i profesorem Politechniki Warszawskiej, matka Zofia z domu Bortnowska to siostra gen. Władysława Bortnowskiego, który walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, a w 1939 r. dowodził Armią „Pomorze”. Brat ojca, mjr rez. Stanisław Rodowicz, żołnierz 1920 i 1939 r., zginął w Katyniu. Starszy o siedem lat brat Jana, Zygmunt, podporucznik służby stałej artylerii Wojska Polskiego, zginął w Powstaniu Warszawskim 30 sierpnia 1944 r.

Jan Rodowicz uczęszczał do prywatnej Szkoły Powszechnej Towarzystwa Ziemi Mazowieckiej. Tam wstąpił do 21 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. gen. Ignacego Prądzyńskiego. Tzw. małą maturę zdał wiosną 1939 r. w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Stefana Batorego. Działalność harcerską kontynuował w szeregach 23 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Bolesława Chrobrego, słynnej „Pomarańczarni”. Poznał tam wielu późniejszych kolegów, m.in. Tadeusza Zawadzkiego, Aleksego Dawidowskiego i Jana Bytnara.

Legenda za życia

Od października 1939 r. służył w Szarych Szeregach. W ramach organizacji Wawer uczestniczył w wielu akcjach małego sabotażu, polegających m.in. na rozrzucaniu ulotek, zrywaniu flag hitlerowskich i wywieszaniu polskich, pisaniu na murach odezw do rodaków, sygnowanych znakiem Polski Walczącej, co miało ogromne znaczenie psychologiczne dla mieszkańców Warszawy.

Maturę na tajnych kompletach zdał w 1941 r. Pracował w warsztacie elektrotechnicznym inż. Tadeusza Czarneckiego, później w Zakładach Radiowych Philipsa. Ukończył kurs budowy maszyn i elektrotechniki, a następnie – w 1943 r. - Państwową Szkołę Elektrotechniczną II stopnia.

Przede wszystkim jednak pochłaniała go działalność konspiracyjna. Pod koniec 1942 r. uzyskał stopień plutonowego podchorążego kończąc II turnus Zastępczego Kursu Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty ZWZ-AK „Agricola”. Zaliczył także kursy wyszkolenia bojowego i wielkiej dywersji. W listopadzie 1942 r. mianowany zastępcą dowódcy 2. drużyny Feliksa Pendelskiego, ps. „Felek”, w Hufcu Centrum Grup Szturmowych Szarych Szeregów.

Legendą był już za życia. Brał udział w wielu brawurowych akcjach przeciwko Niemcom. Można by powiedzieć – nic takiego, normalna podziemna robota. Ale on promieniował na innych swoją postawą.
Oto niektóre z akcji:
- 26 marca 1943 r. akcja „Meksyk II” (kryptonim Akcji pod Arsenałem) – odbił wraz z kolegami z rąk Gestapo Jana Bytnara ps. „Rudy” oraz uwolnił wszystkich więźniów przewożonych z alei Szucha na Pawiak. W maju 1943 r. dostał za tę akcję Krzyż Walecznych,
- w nocy z 20 na 21 maja 1943 r. akcja „Celestynów” – chłopcy opanowali wagon przewożący 49 więźniów z obozu koncentracyjnego w podlubelskim Majdanku do KL Auschwitz,
- 27 maja 1943 r. akcja „Sól” – zajęcie magazynów fabryki chemicznej na Pradze, celem było zdobycie chloranu potasu potrzebnego do konspiracyjnej produkcji materiałów wybuchowych,
- 20 sierpnia 1943 r. akcja „Taśma” – zdobycie posterunku żandarmerii granicznej (Grenzschutz) w Sieczychach, w której zginął kolega „Anody” - hm. Tadeusz Zawadzki – „Zośka”.
Po reorganizacji Grup Szturmowych i utworzeniu Batalionu „Zośka”, we wrześniu 1943 r. „Anoda” został zastępcą dowódcy 3. plutonu Konrada Okolskiego ps. „Kuba”, 1. kompanii „Felek”, dowodzonej przez Sławomira Bittnera, ps. „Maciek”. W listopadzie, awansowany do stopnia sierżanta podchorążego, został p.o. dowódcy plutonu „Ryszard” 2. kompanii „Rudy”. Brał udział we wszystkich akcjach bojowych swojego plutonu:
- 10 września 1943 r. – przygotowywał uwolnienie więźniów pod Milanówkiem,
- w nocy z 23 na 24 września 1943 r. – wykoleił i ostrzelał wojskowy pociąg pod Pogorzelą na linii Warszawa – Dęblin,
- 26 września 1943 r. – „Akcja Wilanów”, czyli atak na posterunek żandarmerii niemieckiej i policji granatowej na trasie Warszawa - Powsin,
- w nocy z 5 na 6 czerwca 1944 r. – dowodził wysadzeniem przejazdu kolejowego pod Rogoźnem koło Przeworska, po której został odznaczony Krzyżem Walecznych po raz drugi,
- w nocy z 22 na 23 czerwca 1944 r. – ostrzelał i obrzucił granatami jadących samochodami Niemców na trasie Warszawa - Góra Kalwaria.
Od maja do lipca 1944 r. prowadził intensywne szkolenie swojego plutonu w lasach Puszczy Białej w rejonie Wyszkowa przed godziną „W” (Powstanie Warszawskie).

To był pistolet!

– To był pistolet! Chłopak pełen wigoru, poczucia humoru, ruchliwy i wiecznie zajęty – wspominał go kolega z Batalionu „Zośka” Stanisław Krupa, ps. „Nita”. – Kiedyś przybiegł do mnie, propozycję wypicia kawy odrzucił: „Nie, wpadłem tylko opowiedzieć ci dobry dowcip”. Opowiedział i już go nie było.

Na tajnych kompletach, odbywających się w mieszkaniu państwa Saskich przy Filtrowej, zaprzyjaźnił się z Józefem Saskim, zwanym Ziutkiem. Obu łączyła pasja do elektrotechniki. Stąd wzięły się później ich konspiracyjne pseudonimy, Rodowicza „Anoda” i Saskiego – „Katoda”.

– Janek praworęki, Ziutek leworęki, gdy projektowali kable, spotykali się z dwóch stron tablicy. Byli jak jedność w sprzeczności, różni absolutnie. Ale się przyjaźnili – opowiadała Anna Saska, żona „Katody”.

Obaj brali udział w słynnych akcjach Grup Szturmowych, ale z Powstania „Katodę” wyeliminowała gruźlica. Ich przyjaźń przetrwała jednak wojnę. „Katoda” został adwokatem, zmarł w 1979 r.

– Janek miał ważną cechę: umiał połączyć wojskową dyscyplinę z młodzieńczą chęcią przeżycia przygody – mówiła Anna Jakubowska „Paulinka” z batalionu „Zośka”. Inny „Zośkowiec” Witold Sikorski „Boruta” zapamiętał: „Jego cechy charakteru odbiegały od standardu. Był urodzonym przywódcą, posiadał niezwykłą zdolność gromadzenia wokół siebie ludzi. Czy był odważny? Wręcz nadodważny”.

Powstanie Warszawskie

1 sierpnia 1944 r. matka „Anody” Zofia Rodowicz tak wspominała (w relacji spisanej przez Barbarę Wachowicz):
– Janek odjechał o trzeciej po południu. Ucałował mnie, wskoczył na rower, pomknął. Był w doskonałym nastroju, przekonany, że zwyciężą. Nawdział na siebie, co tam miał wojskowego, nawet potem skądś zdobył czapkę ułańską… Ta czapka w Powstaniu zyskała Rodowiczowi przydomek ułana Batalionu „Zośka”.
Gdy po wojnie, latem, na plaży w Kazimierzu koleżanki pytały Janka, dlaczego nie zdejmuje koszulki, odpowiedział, że gdyby to zrobił, to one do końca pleneru nie mogłyby jeść mięsa – tak był poharatany…

W Powstaniu Warszawskim wraz z batalionem „Zośka” przeszedł cały szlak bojowy od Woli, przez Starówkę, Śródmieście, do Czerniakowa. Znowu ktoś powie – było takich wielu. Ale nie każdy walczył mimo czterokrotnych ran, nie każdy zasłużył na Virtuti Militari.

Na Woli był zastępcą dowódcy 3. plutonu „Felek” 2. kompanii „Rudy” Batalionu „Zośka”, wchodzącego w skład zgrupowania Kedywu Komendy Głównej AK ppłk Jana Mazurkiewicza ps. „Radosław”.

2 sierpnia wraz z drużynami 2. i 4. plutonu „Felek” zajmował budynek szkoły powszechnej przy ul. Spokojnej 13 nieopodal Cmentarza Powązkowskiego. 5 sierpnia na Okopowej niemiecki pocisk przestrzelił mu lewą nogę. „Anoda” szczególnie wyróżnił się 8 sierpnia, kiedy pluton „Felek” wyparł Niemców z Cmentarza Ewangelickiego, zadając im duże straty i zdobywając znaczne ilości broni. 9 sierpnia podczas natarcia na gmach szkoły przy ul. Spokojnej 13 niemiecki pocisk przebił mu lewe płuco.
Przyjaciel i towarzysz broni, Stanisław Sieradzki „Świst”, zawiózł go do szpitala Jana Bożego przy ulicy Bonifraterskiej na Nowym Mieście, a następnie do szpitala batalionowego przy ul. Miodowej 23.

– Co parę godzin opuszczał siennik i snuł się po podziemiach między rannymi. Szczupły, dowcipkujący, był jedną z najbardziej charakterystycznych postaci podziemnego szpitala. Umiał przechodzić obok ludzi leżących prostopadle do ścian, nie przeklinali go za nadepnięcie lub potrącenia – tak opisuje szpitalne dni „Anody” Aleksander Kamiński.

11 sierpnia otrzymał Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari V klasy. Został również awansowany do stopnia porucznika. 31 sierpnia razem z grupą rannych żołnierzy Batalionu „Zośka” ewakuował się ze Starówki kanałami do Śródmieścia. Do 8 września leczył się w szpitalu przy ul. Hożej 36, skąd dołączył do mocno już osłabionego batalionu „Zośka”, a dokładnie do kompanii „Rudy”, która walczyła na Czerniakowie. 15 września pocisk ponownie roztrzaskał mu lewe ramię i łopatkę.

– Byłem świadkiem ciężkiego zranienia „Anody”. Zajmował stanowisko bojowe na drugim piętrze. Leżał na balkonie z pistoletem maszynowym, obserwując budynki po parzystej stronie Wilanowskiej. Stamtąd właśnie nadjechał czołg. Pocisk z działa trafił w balkon. Rannego „Anodę” wyciągnęliśmy z trudem do pokoju, potem do piwnicy. Straszny był widok poszarpanej odłamkami klatki piersiowej. Byłem załamany, płakałem… – wspominał po latach Stanisław Sieradzki. Po kolejnym ataku, też ranny, dołączył do „Anody”.

– Witał mnie, jakby był zdrowy. Nigdy nie zapomnę serdeczności i troski, okazywanych mi w tej mrocznej piwnicy przez Janka – opowiadał „Świst”.

– A następnego dnia, w drodze do szpitala, zostałem rany odłamkami granatnika w lewy łokieć i przy upadku noszy doznałem złamania lewej ręki w łokciu – relacjonował po wojnie sam „Anoda” w piśmie do Referatu Spraw Inwalidów Wojennych.

W nocy z 17 na 18 września, jako jednego z nielicznych powstańców, Berlingowcy ewakuowali pontonem przez Wisłę na Pragę.

– Przeżegnałem się, jak go zobaczyłem! Zaniesiony na drzwiach nad Wisłę, wysypany jak ziemia (ja tak samo zresztą), czekaliśmy na zmiłowanie Boże – opisuje „Świst”.
W szpitalu w Aninie Rodowicz przeszedł transfuzję krwi i poważną operację. Dopiero na początku 1945 r., po długim leczeniu, wrócił do rodziny, do Milanówka.

Powązki Wojskowe

Najważniejsze i tak stało się po wojnie. Mimo orzeczonych przez lekarzy 81 procent inwalidztwa, nie poddał się.
– Dobrze, że ta wojna się kończy.

Nareszcie zabierzemy się do uczciwej roboty, bo czasem łatwiej walczyć niż normalnie pracować i żyć – mówił „Anoda”.

Całość tekstu na kurier365.pl

Tadeusz Płużański  Prezes Fundacji "Łączka"