piątek, 04 czerwiec 2021 14:18

Pracownica zwolniona za zjedzenie truskawek, które miały pójść do śmietnika

Napisał
Pracownica zwolniona za zjedzenie truskawek, które miały pójść do śmietnika fot. free-images.com/Pixabay

Spożywcza sieć Dino zwolniła pracownicę za zjedzenie truskawek, które przeznaczone były do wyrzucenia.

Jest to dobry powód aby zastanowić się nad praktykami CSR tej pochodzącej z Wielkopolski firmy, praktykami w Polsce już zarzuconymi i przywodzącymi na myśl dinozaury - napisał Bogusław Mazur na portalu raportCSR.pl.

Jak szeroko informowały media, pracownica sklepu Dino Polska w Krzemieniewie po jedenastu latach pracy została zwolniona za zjedzenie truskawek, które przeznaczone były do wyrzucenia. Kobieta postanowiła je umyć i położyła na stole w pokoju socjalnym aby poczęstowały się nimi koleżanki. Sama zjadła dwie truskawki. Traf chciał, pojawił się akurat kontroler. Zapytał pracownicę, dlaczego zgodnie z procedurami nie wyrzuciła truskawek. Odpowiedziała, że żal jej było marnować jedzenie. Po czym na prośbę kontrolera podpisała oświadczenie, że świadomie złamała procedury.

Zaraz później pracownica poszła na urlop. Po powrocie z urlopu w biurze dano jej do wyboru podpisanie rozwiązania umowy o pracę za porozumieniem stron lub otrzymanie dyscyplinarnego zwolnienia. Wybór był jasny - podpisała rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. Zwolniona kobieta nie miała wcześniej żadnych nagan, była też w wieku emerytalnym. Oprócz niej miano zwolnić jeszcze inną pracownicę.

Córka byłej pracownicy opisała zdarzenie na Facebooku. Wśród rozlicznych reakcji na wpis nie zabrakło opinii Związku Zawodowego NSZZ „Solidarność” Dino Polska. Związkowcy przyznają, że ich zdaniem, reakcja kierownictwa była legalna, choć niewłaściwa. Wedle nich, podobne sytuacje zdarzają się w różnych sklepach sieci.

Tyle jeśli chodzi o streszczenie zdarzenia. Jednak dużo ciekawych informacji o emocjach mu towarzyszących oraz o traktowaniu pracowników przez firmę dowiadujemy się z wpisu córki pracownicy. Cały obszerny wpis możemy przeczytać tutaj, poniżej cytujemy kilka fragmentów.

Tak więc czytamy:

„Lubisz marnować jedzenie? Ja też nie. Szacunku do jedzenia i drugiego człowieka nauczyła mnie moja Mama. Zresztą, każdy kto ją poznał, przekonał się jak dobrym i kochanym jest człowiekiem. To Babcia, Ciocia, Pani Helenka. Kilka dni temu została zwolniona po 11 latach pracy w Dino Polska w Krzemieniewie. Za co? Za niemarnowanie jedzenia”.

„Mama  jak zwykle »towarowała”« sklep, wykładała produkty na półki i zabierała do »odpisu«  te, które już są nieatrakcyjne dla klientów. I trafiło na plastikowe opakowanie podwiędniętych, »niesprzedawalnych« truskawek. Zabrała je i potem popełniła największy błąd w karierze pracowniczej - zamiast od razu wyrzucić, umyła i postawiła na stole w pokoju socjalnym, żeby się dziewczyny poczęstowały. Sama zjadła dwie. I ta zbrodnia pozbawiła ją zatrudnienia. Przyjechał życzliwy Pan Kontroler. Młody, pełen pasji i zaangażowania zawodowego człowiek, który odkrył owoce na stole w pomieszczeniu socjalnym pracownic Dino w Krzemieniewie. Nie było paragonu. Niezgodne z procedurami. Wszystkim sprawdzono szafki służbowe, prywatne torby i torebki”.

„Na drzwiach szafek pracownice mają przyklejone paragony z kilku lat. Żeby był dowód, że kubek, w którym piją herbatę nie jest kradziony. Że herbata, którą piją na przerwie nie jest przypadkiem kradziona”.

„A potem czas oczekiwania na decyzję. Pewnie nagana w akta, myślimy. Brzydko tak nie przestrzegać procedur. Mama w międzyczasie jest na urlopie. Szczepi się, jeździ na badania kontrolne do Wielkopolskiego Centrum Onkologii, pod którego opieką jest od zachorowania na raka piersi lata temu i przez co ma orzeczenie o niepełnosprawności. I po urlopie wraca do pracy”.

„Zakłada antycovidową maseczkę na twarz. Musiała sobie ją przynieść z domu, pracodawca zapewnił im 3 sztuki przez cały okres pandemii. A nosić trzeba. Takie procedury”.

„Mama otrzymuje propozycję rozwiązania umowy o pracę za porozumieniem stron lub tą drugą, wiecie jaką. Każdy, kto stał przed takim wyborem, wie, że to żaden wybór. Ręce się trzęsą, serce wali. Podpisuje. Mama pyta Pana Kontrolera i Bardzo Ważną Panią Kierownik Regionalną, czy gdyby wyrzuciła te truskawki od razu, to czy szczury mogłyby je zjeść? »Tak« – pada odpowiedź.»Czyli Dino traktuje swoich pracowników gorzej niż szczury« – mówi Mama i tą prostą prawdą szokuje obecnych”.

Tyle cytatów z wpisu córki. Czyli mamy starszą pracownicę, która nienagannie przepracowała 11 lat i jest po chorobie onkologicznej. Można przyjąć w ślad za związkowcami, że formalnie mająca korzenie w Wielkopolsce firma jest w porządku. Tyle, że społeczna odpowiedzialność biznesu nie polega na tym, aby być formalnie w porządku, lecz na tym, aby wyjść poza ową „formalność”. Mówiąc patetycznie, aby prowadzić biznes z empatią, by już nie rzec, że z sercem.

Są jeszcze wątki żenujących kontroli szafek pracowniczych, torebek i paragonów. Oraz wątek trzech maseczek, w które sieć miała wyposażyć pracowników na okres pandemii. Jest to informacja podana przez córkę zwolnionej pracownicy, więc kto wie, może problem ilości maseczek pojawił się jednostkowo? Lecz trudno to rozstrzygnąć, ponieważ jak wynika z licznych medialnych doniesień, Dino Polska, w której logo znajduje się brzmiący nieco szyderczo w tym kontekście napis Dino najbliżej Ciebie, do 2 lutego br. nie odniosła się ani do sprawy zwolnionej pracownicy, ani innych wątków.

Zasada milczenia jest zresztą zgodna z filozofią polityki jawności (?) właściciela, posiadacza 51,16 proc. akcji spożywczej sieci sklepów Dino Polska, Tomasza Biernackiego. Pan Biernacki słynie z tego, że unikał wywiadów prasowych, publikacji swych zdjęć, jak też dzielenia się informacjami o swoim wykształceniu czy poprzedniej działalności. Nawet amerykańska agencja prasowa Bloomberg w swym artykule o Biernackim napisała, że unika rozgłosu. Zainteresowanie osobą właściciela Dino Polska jest zrozumiałe, bo według listy Forbes za 2020 rok, z 8,1 mld zł znajduje się on w ścisłej czołówce najbogatszych Polaków.