piątek, 23 lipiec 2021 18:25

Skuteczność Strategii Demograficznej może być niewielka

Napisał
Jarema Piekutowski Jarema Piekutowski fot. Newseria

Polska już od 1998 r. notuje zbyt niski współczynnik dzietności kobiet, a od 2018 r. - ujemny przyrost naturalny. Pandemia COVID-19, która spowodowała duży wzrost liczby zgonów w IV kwartale ub.r., jeszcze ten trend przyspieszyła.

Z kolei niepewność związana z koronawirusem wpłynęła negatywnie na plany prokreacyjne części potencjalnych rodziców, co - jak wynika z projektu Strategii Demograficznej - najprawdopodobniej w pełni objawi się w tym roku w postaci kolejnego spadku urodzeń.

Ten trend ma zahamować opublikowany w czerwcu projekt Strategii Demograficznej 2040, jednak - jak ocenia w rozmowie z portalem Newseria Jarema Piekutowski, główny ekspert ds. społecznych Nowej Konfederacji - skuteczność tego typu polityk w krajach Europy Zachodniej jest aktualnie niewielka.

- Na świecie istnieje wiele modeli polityki demograficznej, ale zasadniczo one są do siebie stosunkowo podobne. Przede wszystkim próbuje się wspierać dzietność zasiłkami czy ulgami podatkowymi. Efekty tej polityki - dążącej do tego, aby rodziło się jak najwięcej dzieci – trzeba przyznać, że zazwyczaj są dość mizerne. Ona pomaga raczej - zwłaszcza w zachodnich, bogatych państwach, które mają w budżecie dużo pieniędzy na tego typu działania - utrzymać tę dzietność, żeby nie spadła maksymalnie - mówi Piekutowski.

Demografia jest bolączką nie tylko Polski, ale też innych krajów UE i większości rozwiniętych państw świata. Główny problem to niska dzietność, która przyczynia się do starzenia społeczeństwa, stopniowego zaniku populacji i rodzi szereg problemów m.in. dla systemu emerytalnego, konkurencyjności gospodarki i PKB, systemu ochrony zdrowia czy rynku pracy.

Według projektu rządowej Strategii Demograficznej Polska należy na dodatek do państw o dzietności poniżej średniej w Europie. W 2019 r. - mimo wzrostu w stosunku do 2015 r. - współczynnik dzietności osiągnął wartość 1,42 dziecka na kobietę, co uplasowało Polskę na 190. miejscu na 208 sklasyfikowanych państw świata. Ten współczynnik już od 1998 r. nie przekracza 1,5 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym, co oznacza, że już od wielu lat w naszym kraju rodzi się za mało dzieci, żeby zapewnić zastępowalność pokoleń. Tę gwarantuje dopiero wskaźnik dzietności na poziomie 2,1-2,15 (dane z czerwcowego raportu „Demografia” Warsaw Enterprise Institute).

- W niektórych krajach byłego bloku sowieckiego, takich jak Rumunia, Węgry, poniekąd też i Polska, w ostatnich latach - nie licząc ubiegłego, pandemicznego - zaobserwowaliśmy pewien wzrost współczynnika dzietności, który wcześniej bardzo spadał. Jednak za ten wzrost niekoniecznie odpowiadała polityka i działania państwa, ale po prostu poprawa jakości życia oraz znaczący wzrost wynagrodzeń w porównaniu z poprzednimi latami i w stosunku do naszych aspiracji. Polacy mają bowiem takie same aspiracje jak Zachód, oddziałuje na nas ta sama popkultura, ten sam biznes - mówi Piekutowski.

Rządowa Strategia Demograficzna również zauważa, że w ostatniej dekadzie wiele krajów Europy Środkowo-Wschodniej – w szczególności Rumunia i Czechy oraz Węgry i Słowacja – zanotowały wzrosty dzietności. Odmienny trend widać w krajach Europy Zachodniej, np. w Holandii, Belgii, Irlandii czy Francji, która przez dekady należała do liderów dzietności, m.in. dzięki rozbudowanej polityce prorodzinnej. Obecnie jest ona wciąż istotna, choć – w zmieniających się okolicznościach politycznych i społecznych – powoli niewystarczająca. Podobna sytuacja ma też miejsce w Skandynawii, np. w Szwecji, długo będącej liderem polityk sprzyjających dzietności, która w ostatnich latach również notuje spadek dzietności (choć w 2019 roku wyniósł on w tym kraju 1,71 dziecka na kobietę).

- Skuteczne są takie działania państwa, które powodują, że zmniejsza się różnica między możliwościami a aspiracjami społeczeństwa - mówi główny ekspert ds. społecznych Nowej Konfederacji. - Chodzi o to, żeby państwo nie przeszkadzało, a tam, gdzie trzeba lub można, pomagało w rozwoju gospodarczym. Aby próbowało konsekwentnie i długoterminowo zaradzić problemowi mieszkaniowemu, który jest jednym z najistotniejszych dla Polaków i stopuje ich przed decyzjami prokreacyjnymi. Kolejna sprawa to korzystne opodatkowanie, które sprawia, że w kieszeni zostaje wystarczająco dużo pieniędzy z pracy. W Polsce jest słabo opodatkowany majątek, mocno opodatkowana jest praca. Podatki omijają te najbogatsze osoby, z największymi majątkami - oni akurat się rozmnażają, ale ich jest mało. Chodzi też o to, żeby ludzie poczuli się stabilnie, bo brak stabilności to kolejny, ogromny problem. Niestety nastroje apokaliptyczne - związane m.in. z kryzysem klimatycznym i pandemią -jeszcze go wzmocniły i to też jest trudne zadanie dla państwa.

Prognozy demograficzne GUS zakładają, że - przy utrzymaniu obecnych trendów niskiej dzietności - w 2050 r. liczba ludności Polski wyniesie już 33 mln 951 tys. (dla porównania w 2020 r. Polaków było nieco ponad 37 mln 958 tys.). W stosunku do bazy, za którą przyjęto 2013 r., będzie to oznaczać spadek liczby ludności o 12 proc., czyli 4,55 mln osób. Oprócz ujemnego przyrostu naturalnego GUS prognozuje też spadek liczebności kobiet w wieku rozrodczym (15-49 lat) oraz szybkie starzenie się społeczeństwa. Według szacunków w 2050 r. seniorzy w wieku 65+ będą już stanowić 32,7 proc. populacji (wobec 14,7 proc. w stosunku do bazy z 2013 roku, co oznacza wzrost o 5,4 mln osób). Oznacza to m.in. duży problem dla polskiej gospodarki i rynku pracy, którego rozwiązanie - jak podkreśla ekspert Nowej Konfederacji - może okazać się niemożliwe bez wdrożenia równocześnie przyjaznej polityki migracyjnej.

- Z roku na rok coraz więcej osób schodzi z rynku pracy i tych miejsc nie ma komu zapełnić. Do 2006–2007 roku walczyliśmy z bezrobociem, potem częściowo ten problem rozwiązała masowa emigracja Polaków na Zachód po wejściu do UE i strefy Schengen. Natomiast w tej chwili już mamy do czynienia z deficytem pracowników w niektórych branżach, m.in. budowlanej, przemysłowej, turystycznej czy  gastronomicznej. Pandemia trochę zachwiała tą sytuacją, ale my dość szybko się odbiliśmy i zaraz znów pojawią się ogromne deficyty. Częściowo uzupełniamy je imigracją z Ukrainy i Białorusi, ale polskie prawo migracyjne nadal jest skomplikowane, źle zorganizowane i Polska dla migrantów wciąż jest państwem nieprzyjaznym. Trzeba zaproponować mądrą politykę migracyjną, która pozwoli nam zachować naszą tożsamość i jednocześnie ściągnąć do Polski nowych obywateli i ich integrować - mówi Piekutowski.