czwartek, 02 październik 2014 10:34

Asertywność. Okiem trenera

Napisane przez
Asertywność. Okiem trenera fot. www.sxc.hu

Czy pomimo, że nie znosisz kulturystyki trenujesz czasem w siłowni? Tylko dlatego, że Twoi znajomi ćwiczą? Jeżeli tak, to czy zauważyłeś, że wielu spośród nich również nie cierpi treningu siłowego? Może nawet wszyscy... Oczywiście, zamiast „siłowni”, do tego wzoru podstawić możesz jakąkolwiek inną formę zbiorowej aktywności - zakupy w markecie, spacer z narciarskimi kijkami czy pobyt w kościele. Jej rodzaj tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Chodzi mi o to, że z pewnością, Drogi Czytelniku, bierzesz czasem udział w czymś, co pod żadnym względem nie odpowiada Twoim potrzebom, planom ani zainteresowaniom. Jeśli powodem takiego stanu rzeczy jest zawsze wyższa konieczność (np. zdobywania środków na utrzymanie) - być może zjawisko asertywności wcale Cię nie zainteresuje.

Jeśli jednak przyczyną jest lub bywa nadmierny wpływ otoczenia - ten artykuł napisałem właśnie dla Ciebie – informuje na portalu hrnews.pl Wojciech Imielski z Artelis.pl.

Jest całkiem sympatycznie, jeśli w wyniku zewnętrznych nacisków podejmujemy jakieś niechciane, ale nieszkodliwe czy nawet pożyteczne działanie. Tak jest pewnie w przypadku wspomnianej siłowni. Dużo gorzej, jeśli ulegając czyjejś presji inwestujemy własny czas, uczucia, zdrowie albo środki finansowe, by sprostać zupełnie nieuzasadnionym oczekiwaniom i pretensjom osób nie tolerujących odmowy, nie uznających cudzego prawa do własnych przekonań, nie rozumiejących, zda się, prostego przekazu, jaki niesie ze sobą słowo „nie".

Dla mnie - zdeklarowanego indywidualisty, umiejętność asertywnego zachowania jest umiejętnością wartą szczególnej uwagi. Nie zachęcam Cię do kroczenia drogą moich przekonań, bo zapewne masz swoje własne, równie sensowne i uprawnione. Poza tym - próby wpłynięcia na Twoje postawy byłyby cokolwiek nieasertywne. Jedna z najważniejszych cech zachowania asertywnego polega bowiem na tym, by dbając o własną autonomię te same prawa nadawać wszelkim innym osobom. To Ty sam, Drogi Czytelniku, musisz więc ocenić, czy umiejętność asertywnego rozwiązywania problemów w ogóle Cię interesuje. W tym artykule spróbuję przekonać Cię, że Twoją podstawową, bezdyskusyjną ludzką powinnością jest nikogo nie krzywdzić i nie działać na niczyją szkodę, sens pozostałych obowiązków można natomiast zawsze poddać krytycznej analizie.
Jeszcze kilkanaście lat temu niezwykle powszechna była praktyka popijania w pracy. Człowiek, który ośmielał się nie pić z innymi, był poddawany rozmaitym nieprzyjemnym sankcjom a uznanie za „donosiciela” było jedną z łagodniejszych. W skrajnych przypadkach musiał szukać innego miejsca zatrudnienia, o czym opowiedzieć może wielu trzeźwiejących alkoholików, dla których umiejętność asertywnej odmowy jest z oczywistych względów umiejętnością o znaczeniu podstawowym. Ugruntowana kultura pracowniczych libacji na szczęście odeszła już do historii. Szalony kolektywizm ustąpił miejsca równie szalonemu indywidualizmowi - skutki są jeszcze jednym dowodem niebezpieczeństw, jakie niosą ze sobą wszelkie skrajności.

Wykluczenie i ostracyzm to kara, jaką grupa stosuje wobec jednostki za odstępstwo. Wie o tym każdy, kto choć raz padł ofiarą niezwykle prymitywnej odmiany kolektywizmu, wyznającego naczelną zasadę wyrażającą się w potocznie przyjętym: „jak wszyscy, to wszyscy!” W imię tej zasady nawet popełnianie aktu karygodnej, zbiorowej głupoty bywa społecznie usankcjonowane. Bo przecież w koślawo pojmowanej demokracji większość ma zawsze rację. Nauczanie asertywności jest w pewnym sensie promocją zdrowego indywidualizmu. Daje bowiem wiedzę, jak pozostawać sobą nawet w sytuacji, w której osoby wokół nas w sposób zupełnie bezmyślny potraciły zdrowy rozsądek, świadomość własnych wartości, przekonań i - nierzadko - również własnego, najlepiej pojętego dobra.

Pojęcie asertywności pochodzi, rzecz jasna, z języka angielskiego, w którym assertive oznacza tyle, co „pewny siebie, stanowczy”. Być może ten właśnie źródłosłów sprawia, że w szerokim społecznym rozumieniu asertywność nabrała dość nieprzyjemnego wydźwięku. Od uczestników własnych szkoleń słyszę więc, że asertywność to „pewność siebie”, „rozpychanie się łokciami”, „umiejętność postawienia na swoim za wszelką cenę”, „dążenie po trupach do celu” itd. Bez wątpienia najbardziej niezwykłe rozumienie asertywności zaprezentował pewien handlowiec, który powiedział mi, że jego zdaniem „asertywność to umiejętność powiedzenia <<sp...laj!>> w taki sposób, by rozmówca był pewien, że usłyszał komplement”(!!!)

Jeżeli asertywność jest umiejętnością korzystania z własnych praw, to należy również wspomnieć o asertywnym korzystaniu z przysługującej władzy. Jest to poważny problem każdego poczciwego szefa. Sama władza w sposób oczywisty kojarzy się z dominacją, można ją jednak sprawować w sposób cywilizowany i uprzejmy, choć nie jest to wcale zadaniem łatwym, z czego doskonale zdaje sobie sprawę każdy kulturalny kierownik, na co dzień zmagający się z problemem zarządzania ludźmi.

W praktyce chodzi o to, by umiejętnie dbać o realizację własnych potrzeb, zwłaszcza wówczas, kiedy ktokolwiek utrudnia Ci korzystanie z w pełni przysługujących przywilejów. Przykładem zastosowania zasad asertywności może być w tym przypadku konieczność dokonania zwrotu niepełnowartościowego towaru. Niezależnie od tego, jak miły jest sprzedawca, klientowi przysługują określone prawa, których realizacji należy się śmiało lecz uprzejmie domagać, jeśli zostają w jakikolwiek sposób naruszone.