wtorek, 19 kwiecień 2022 12:28

Ponad 1,4 tys. przedsiębiorstw na Ukrainie złożyło wnioski o relokację

Napisał
Ponad 1,4 tys. przedsiębiorstw na Ukrainie złożyło wnioski o relokację fot. free-images/Pixabay

Objęta wojną Ukraina nie zawiesza działania biznesu. Firmy mające fabryki czy siedziby na terenach objętych wojną przenoszą się tam, gdzie jest bezpiecznie.

Już ponad 1,4 tys. przedsiębiorstw złożyło wnioski o relokację. Wznowione biznesy potrzebują pracowników, w tym głównie mężczyzn. Wakaty są m.in. w rolnictwie, hutnictwie, logistyce, transporcie czy budownictwie.

Eksperci Personnel Service wskazują, że po wojnie mężczyźni zostaną w ojczyźnie odbudowywać kraj, a to oznacza, że nie przyjadą do Polski do pracy.

Od momentu inwazji Rosji na Ukrainę 24 lutego br. ponad 4 mln osób uciekło do Europy - wynika z danych opublikowanych na początku kwietnia przez Filippo Grandi, Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców. Większość Ukraińców wybrała Polskę jako miejsce docelowe. Z ostatnich danych Straży Granicznej wynika, że do naszego kraju wjechało blisko 3 mln osób. Szacunki wskazują, że nawet 20-30 proc. z nich pojechało dalej. To oznacza, że w Polsce przebywa ok. 2,1 mln osób, z czego połowa to dzieci, a do 10 proc. to osoby starsze. Zatem osoby w wieku produkcyjnym to ok. 850 tys., w tym głównie kobiety.

- Wydaje się, że w tej grupie nawet 600 tys. osób może wejść na rynek pracy w naszym kraju. Co prawda doświadczenia m.in. Niemiec mówią o tym, że aktywność zawodowa uchodźców jest niższa, ale mamy tutaj specyficzną sytuację osób zmotywowanych do tego, żeby szybko stanąć na nogi i zacząć zarabiać na utrzymanie. I to w kraju, który jest im przychylny, a język zbliżony. Wskaźnik partycypacji zawodowej może być zatem wysoki. Nasza firma aktualnie oferuje możliwość zdobycia uprawnień na wózki widłowe dla kobiet, mężczyzn i par, co cieszy się dużym zainteresowaniem - mówi Krzysztof Inglot, ekspert ds. rynku pracy, założyciel Personnel Service SA.

Według Kyrylo Szewczenki, prezesa Narodowego Banku Ukrainy, obecnie w Ukrainie bez żadnych zmian działa ok. 20 proc. firm. Co więcej, te regiony, w których skoncentrowano ponad 30 proc. przedsiębiorstw w kraju, a przed wojną tworzyły 50 proc. PKB, dziś są objęte wojną. Mimo to starają się przynajmniej częściowo kontynuować produkcję. Rolnicy pomyślnie weszli w nowy sezon. Porównując wielkość zasiewów, w kwietniu 2021 r. tylko 15 regionów rozpoczęło zasiewy. W tym roku w 21 regionach trwają aktywne prace terenowe. Sektor usług w miarę możliwości działa normalnie.

Ukraiński biznes szybko znalazł też receptę na wznowienie działalności firm, które funkcjonują na terenach bezpośrednio objętych wojną. Uruchomiono w Ukrainie specjalny program rządowy relokacji firm i zakładów produkcyjnych. Z danych Ministerstwa Ekonomii Ukrainy wynika, że do 4 kwietnia br. wpłynęło ponad 1,4 tys. wniosków o relokację, z czego 178 firm już przeniosło swoją działalność. W większości są to przedsiębiorstwa produkcyjne. Eksperci Personnel Service wskazują, że część firm może zdecydować o wznowieniu działań w innym kraju, w tym Polsce. Przykładem przenoszenia produkcji jest Volkswagen, który ruszył z fabryką wiązek elektrycznych w Czechach. Natomiast Dentons przeniósł swoich prawników z Kijowa do Polski i innych krajów europejskich.

Odkąd biznes zaczął wznawiać swoją działalność, Ukraina zwiększyła zapotrzebowanie na męską siłę roboczą. Spora część z nich została wciągnięta do wojska, reszta zgłasza się na ochotników. Dlatego sektory rolnictwa, hutnictwa i logistyki mierzą się z niedoborami kadrowymi. W marcu br. na czele listy wakatów w Ukrainie byli kierowcy - 9,5 tys. ofert pracy w serwisie OLX. W budownictwie opublikowano ponad 1 tys. ogłoszeń. Handel żywnością ponosi straty z powodu braku pracowników. Sieci handlowe wznowiły pracę, ale wiele kobiet porzuciło pracę m.in. jako kasjerki. W Ukrainie jest widocznie mniej wakatów dla kucharzy, również oferty pracy dla kelnerów nie są już tak popularne jak kiedyś.

- Trzeba jednak mieć świadomość, że mężczyźni po wojnie niechętnie będą opuszczali ojczyznę. Zostaną raczej na miejscu odbudowywać to, co zostało zniszczone. A to oznacza, że nie przyjadą oni do Polski, co może oznaczać problem dla naszego rynku pracy, w tym głównie w takich branżach jak transport czy budowlanka - podsumowuje Krzysztof Inglot.