poniedziałek, 16 maj 2022 12:10

Przybył: Kupując w trybie awaryjnym ropę i tak finalnie dalibyśmy zarobić Rosjanom

Napisał
Przybył: Kupując w trybie awaryjnym ropę i tak finalnie dalibyśmy zarobić Rosjanom fot. free-images/Pixabay

Sporo szumu w sprawie antyrosyjskich sankcji narobił niegdysiejszy minister rządu PiS Piotr Woźniak, który opowiedział się za natychmiastowym, dosłownie dokonanym z dnia na dzień odejściem Polski od importu rosyjskiej ropy.

Sięgnął do argumentacji nie gospodarczej, a moralnej, wskazując, że nie godzi się sponsorować kremlowskiego reżimu.

Zauważyli Państwo, że wojna na Ukrainie spowodowała, że politycy i komentatorzy, uważający dotąd Unię Europejską za „wyimaginowaną wspólnotę”, zamilkli? Nagle okazało się, że bez realnej współpracy europejskich państw nie uda się ani nałożyć skutecznych sankcji na Rosję, ani oddalić widma współpracy dla europejskiej, w tym polskiej, gospodarki. Najlepszym tego przykładem jest sektor paliwowy - napisał na portalu natemat.pl Krzysztof Przybył, prezes Fundacji Polskiego Godła Narodowego „Teraz Polska”.

Jego zdaniem w sferze etycznej trudno się z takim argumentem nie zgodzić. Jest jednak jeszcze sfera realnej praktyki, która dzisiaj dowodzi, że tylko wspólnotowe działania na poziomie całej Unii Europejskiej są w stanie przynieść dobre i akceptowalne rozwiązania. Nie chodzi bowiem o rejtanowskie gesty, a o realne szkodzenie interesom moskiewskiego reżimu.

Wojna wojną, a umowy - umowami. W razie sporu rozstrzyga arbitraż, tak jak w przypadku sporów PGNiG z Gazpromem - polski koncern te spory wygrywał. Sami zapowiedzieliśmy zresztą, że będziemy się procesować z powodu wstrzymania dostaw gazu do Polski, ponieważ nasz kraj, tak jak inni europejscy partnerzy, odmówił, niezgodnego z kontraktem, płacenia za gaz z Rosji w rublach. Natomiast natychmiastowa odmowa przyjęcia zakontraktowanych wolumenów ropy przez Polskę skutkowałaby najprawdopodobniej pozwem i wygraną Rosnieftu w arbitrażu. Polska - a konkretnie Orlen - musiałaby zapłacić za nieodebraną ropę, do tego doszłyby kary umowne. Niezależnie od tego, skądś tę ropę i tak musielibyśmy brać, więc należy doliczyć do rachunku koszt alternatywnego surowca.

Wiele zaś wskazuje na to, że kupując w trybie awaryjnym ropę i tak finalnie dalibyśmy… zarobić Rosjanom. Zapewne spora część surowca zostałaby kupiona w Niemczech, dokąd płynie rosyjska ropa. Co więcej, wielka rafineria w Schwedt blisko Polski należy w ponad 99% do Gazpromu. Tak oto zapłacilibyśmy za rosyjską ropę importowaną od zachodniego sąsiada więcej, niż za rosyjską ropę kupowaną z Rosji.

Ale nie wspominam o tym przypadkowo. Otóż w UE trwa dyskusja nad skutecznymi i bolesnymi sankcjami wobec Rosji, w tym nad odejściem od importu gazu i ropy z imperium Putina. Jeśli, jak sugerował pan Woźniak, Polska wyrwałaby się przed szereg, zostałaby sama na placu boju. Co innego wspólna decyzja - wówczas ciężar ewentualnych sporów arbitrażowych z rosyjskim dostawcą spocznie na całej Unii, a zamiast „siły złego na jednego” będzie zderzenie się z europejskim monolitem. Rozmowy o wspólnym stanowisku w sprawie rosyjskich surowców idą powoli i są niezwykle żmudne - przypominają sceptycy. Owszem, bowiem każde państwo ma własne, nieco inne interesy. Spójrzmy jednak, jaki postęp się już dokonał - Niemcy, które jeszcze w marcu były w czołówce państw niechętnych radykalnym krokom w zakresie rosyjskich surowców, obecnie opowiadają się za odejściem od nich, choć wiedzą, że będzie to ich słono kosztować.

Polska od lat sukcesywnie zmniejsza udział rosyjskiego gazu (PGNiG) i ropy (Orlen) w całkowitym wolumenie tych surowców. W naszym przypadku jest to więc podążanie zgodne z wytyczonym kierunkiem. Dla kilku unijnych państw byłaby to jednak prawdziwa rewolucja. Ostateczne koszty zerwania z Rosją poniosą przedsiębiorcy, którym również dzisiaj ceny energii spędzają sen z powiek. To kolejny argument za wspólną, unijną polityką w tym zakresie - bowiem trzeba będzie wygospodarować środki na złagodzenie skutków zmian dla gospodarek państw członkowskich.

Teraz zaś spójrzmy na to wielkie wyzwanie (i jednocześnie wielką szansę) i na spory, które w tej sprawie Warszawa toczy z Brukselą. Nie trzeba mówić, co powinno być priorytetem, co jest kwestią być albo nie być polskich firm, a co jedynie zabawą polityków. Dzisiaj czas nie sprzyja zabawom i politycznym rozgrywkom - w dyskursie z Komisją Europejską zajmijmy się dla nas naprawdę poważnymi sprawami. Czyli tym, jaka przyszłość czeka polskie firmy i gospodarkę - stwierdza na zakończenie Krzysztof Przybył.