wtorek, 02 sierpień 2022 16:07

Zaleganie zaatakowanego przez korniki drewna sprzyja szybkiemu rozprzestrzenianiu się pożarów

Napisał
Zaleganie zaatakowanego przez korniki drewna sprzyja szybkiemu rozprzestrzenianiu się pożarów fot. @PolskaPolicja

Niszczący bezcenne zasoby przyrodnicze pożar w Parku Narodowym Czeska Szwajcaria jest największą tego rodzaju katastrofą w historii Czech.

Szybkiemu rozprzestrzenianiu się ognia sprzyjały zalegające masy zaatakowanego przez korniki drewna, którego Czesi nie wywozili. Stawia to w nowym świetle spór o usuwanie zaatakowanych drzew z m.in. Puszczy Białowieskiej - napisał w komentarzu dla raportCSR.pl Bogusław Mazur.

Jak przypomina pożar lasów w Parku Narodowym Czeska Szwajcaria wybuchł 24 lipca w niedzielę rano. Żywioł rozprzestrzenił się na obszarze o powierzchni około 300 ha na pograniczu czesko-niemieckim, około 50 km od południowo-zachodniej granicy Polski.

Do akcji gaśniczej ściągnięto strażackie siły z całych Czech i z zagranicy, w tym również z Polski. Akcję około 700. strażaków utrudnia trudno dostępny, skalny teren. Ogniowi bardzo sprzyjają zaatakowane przez korniki zwały drewna, którego nie wywożono. Wysuszone, jest doskonałą pożywką dla płomieni. Strażacy liczą, że rozpoczęte w sobotę opady deszczu i spadek temperatury przyczynią się do wygaszenia pożaru. Z drugiej strony niski pułap chmur uniemożliwił start samolotom gaśniczym.

Polscy strażacy razem z policyjnymi pilotami, z wykorzystaniem śmigłowca Black Hawk i zbiornika Bambi Bucket, pomagali w walce z pożarem Parku Narodowego Czeska i Saska Szwajcaria. Jak informowała 29 lipca Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej, przez pięć dni działań w Republice Czeskiej policjanci oraz strażacy wykonali 16 lotów i 489 zrzutów wody, co daje ok. 1 467 ton wody podanych na pożar. 30 lipca polska grupa zakończyła misję pomocy Czechom.

W opinii ekspertów, starty przyrodnicze są jednak ogromne a ich skutki będą odczuwalne przez dekady.

Brak wycinania i wywożenia drzewostanu zaatakowanego przez korniki zaowocował spotęgowaniem ekologicznej pożarowej katastrofy. Co stawia w nowym świetle spór o usuwanie zaatakowanych przez kornika drukarza drzew w Puszczy Białowieskiej, który rozpoczął się w 2016 r. Minister środowiska, prof. Jan Szyszko stał na stanowisku, że kornika można pokonać jedynie poprzez usuwanie zainfekowanych drzew.

Spotkała go za to fala ostrej krytyki ze strony organizacji ekologicznych i opozycji, które uważały, że przyroda sama się upora z kornikiem i że jego występowanie jest zjawiskiem naturalnym. Wspierani przez przedstawicieli opozycji ekolodzy zgłosili sprawę do Komisji Europejskiej, ta z kolei do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. W 2018 r. Trybunał uznał, że wycinka drzew w Puszczy Białowieskiej była niezgodna z prawem unijnym. Po tej decyzji z terenu puszczy wycofano sprzęt ciężki.

Tu przy okazji warto wyjaśnić, że ekologiczne organizacje błędnie posługują się słowem „wycinka”, które faktycznie oznacza wycięcie lasu z zamysłem przeznaczenia gruntu na inne cele niż leśne, np. autostrady, a nie samo wycinanie.

Lasy Państwowe jednak uważają, że z kornikiem należy walczyć aktywnie. Szczególnie, że takiej gradacji kornika nie było od dawna. „Zdaniem leśników, ekolodzy proponują przeprowadzenie w Puszczy Białowieskiej ryzykownego eksperymentu. Podobne doświadczenia prowadzą Czesi we fragmencie zniszczonego przez korniki lasu w Parku Narodowym Szumawa czy Niemcy w Parku Narodowym Lasu Bawarskiego. Tymczasem polscy ekolodzy chcą dokonać eksperymentu na całym obszarze Puszczy Białowieskiej – najcenniejszego lasu w Europie” - alarmowały Lasy Państwowe już w 2017 r.

Nie rozstrzygając tego sporu trzeba zauważyć, że czeski przypadek pokazuje, iż poza samym niszczeniem lasów przez korniki (np. już 25 proc. świerków w Puszczy Białowieskiej jest martwa), zaleganie zaatakowanego przez nie drewna sprzyja szybkiemu rozprzestrzenianiu się pożarów. O które w obliczu suszy hydrologicznej jest coraz łatwiej. Co oznacza, że Lasom Państwowym przybył ważny argument na rzecz usuwania chorych drzew, a już na pewno zalegającego drewna. Natomiast ekologom, wspierającym ich politykom i Komisji Europejskiej przybył problem do przemyślenia - kończy Mazur.