Unia Europejska i Australia zakończyły negocjacje dotyczące zawarcia umowy o wolnym handlu.
Jak dalej pisze serwis WEI Globalnie na podstawie informacji portalu ec.europa.eu nowa umowa ma znieść ponad 99 proc. ceł, co według unijnych szacunków przyniesie europejskim eksporterom ok. 1 mld euro oszczędności rocznie i zwiększy eksport do Australii nawet o jedną trzecią. Najwięcej zyskać mają branże motoryzacyjna, chemiczna, maszynowa i spożywcza.
Jeśli mechanizmy ochronne okażą się zbyt słabe albo wdrażane z opóźnieniem, entuzjazm geopolityczny może szybko zderzyć się z buntem sektora rolnego
Jak zwykle jednak podnosi się zagrożenie dla europejskich rynków produkcji rolnej. Największe obawy dotyczą wołowiny, baraniny i cukru, bo choć Bruksela zapowiada kontyngenty i mechanizmy ochronne, to sam wzrost konkurencji z Australii będzie wywierać presję na ceny i rentowność gospodarstw rolnych w UE. Unia, otwierając się na nowego partnera, nadal będzie musiała godzić interes przemysłu, który chce tanich surowców i nowych rynków, z interesem rolników, którzy obawiają się kolejnego ciosu kosztowego. Jeśli mechanizmy ochronne okażą się zbyt słabe albo wdrażane z opóźnieniem, entuzjazm geopolityczny może szybko zderzyć się z buntem sektora rolnego.
Australia jest jednym z najważniejszych dostawców surowców krytycznych, takich jak lit, aluminium czy mangan. Dla Europy, która chce rozwijać elektromobilność, przemysł bateryjny i technologie cyfrowe, dostęp do tych zasobów staje się kwestią strategiczną. Po doświadczeniach z rosyjskimi surowcami i chińską dominacją w wielu segmentach rynku Bruksela najwyraźniej zrozumiała, że bezpieczeństwo gospodarcze zaczyna się tam, gdzie kończy się zależność od jednego partnera. Równolegle zostało podpisane także Partnerstwo na rzecz Bezpieczeństwa i Obrony, w którym określono zasady współpracy w zakresie cyberbezpieczeństwa, ochrony szlaków morskich, nowych technologii i reagowania na zagrożenia hybrydowe. Australia staje się dla UE najważniejszym partnerem w regionie Indo-Pacyfiku, a więc tam, gdzie w najbliższych latach będzie rozgrywać się znacząca część światowej rywalizacji.
Na porozumieniu może skorzystać także polska branża spożywcza
Z polskiego punktu widzenia wynegocjowana umową może mieć pozytywny wpływ na gospodarkę. Polska jest dziś jednym z najważniejszych w Europie ośrodków produkcji baterii litowo-jonowych i zaplecza dla elektromobilności, a więc potrzebuje stabilnego dostępu do litu, manganu i aluminium. Australia może taki dostęp wzmocnić. Dla zakładów działających już w Polsce oznacza to mniejsze ryzyko zakłóceń, większą przewidywalność kosztów i silniejszy argument w walce o kolejne inwestycje.
Na porozumieniu może skorzystać także polska branża spożywcza. Australia nie jest rynkiem masowym, ale jest rynkiem bogatym, wymagającym i chłonnym dla żywności dobrej jakości. To dobra wiadomość dla producentów serów, wyrobów mleczarskich, przetworów mięsnych i szerzej rozumianej żywności premium. Dla polskich firm oznacza to szansę na wyjście poza coraz ciaśniejszy i bardziej konkurencyjny rynek unijny.
Największe obawy zgłasza jak zwykle branża produkcji rolnej, szczególnie produkcji wołowiny
Jeśli za umową handlową pójdzie realna współpraca technologiczna i badawcza, Polska może zyskać dodatkowy impuls dla sektora innowacji. Mowa nie tylko o przemyśle, ale też o uczelniach, instytutach i firmach rozwijających technologie podwójnego zastosowania, cyberbezpieczeństwo czy rozwiązania dla sektora kosmicznego. Dla Polski mogłaby być to szansa, by z roli montowni przesunąć się choć trochę w stronę kraju, który dostarcza bardziej zaawansowane kompetencje.
Największe obawy zgłasza jak zwykle branża produkcji rolnej, szczególnie produkcji wołowiny. Polski sektor wołowy jest mocno oparty na eksporcie i zwiększony import z Australii zacznie wywierać presję na ceny. Komisja Europejska tradycyjnie uspokaja, że przewidziano limity i mechanizmy ochronne. Ta umowa może pomóc naszemu przemysłowi, eksportowi żywności i sektorowi nowych technologii, ale tylko pod warunkiem, że ktoś wreszcie potraktuje politykę handlową jak narzędzie budowania przewag gospodarczych, a nie jak kolejną odległą debatę z Brukseli.