Przejdź do treści

12 sierpnia – Dzień Pracoholika

Fot. Face It

12 sierpnia obchodzimy Dzień Pracoholika. To idealna okazja, aby zwrócić uwagę na problem uzależnienia od pracy i od emocji, które praca nam zapewnia.

Praca po kilkanaście godzin dziennie często nie jest kwestią świadomego wyboru, ale i jednocześnie nie jest też wynikiem realnej potrzeby

Był taki czas, jeszcze kilka lat temu, gdy na wieść o tym, że ktoś pracuje po kilkanaście godzin dziennie i zarabia grubą kasę, szeregi przeciętnie zarabiających osób, wydałyby okrzyk zazdrości i westchnienie podziwu. Na szczęście czasy te mijają – mam nadzieję, że bezpowrotnie. W dalszym ciągu imponuje nam przedsiębiorczość, jednak coraz bardziej ta, która pozwala skutecznie zarządzać firmą i finansami bez poświęcania tym tematom całego życia prywatnego. Praca po kilkanaście godzin dziennie natomiast często nie jest kwestią świadomego wyboru, ale i jednocześnie nie jest też wynikiem realnej potrzeby. Czemu zatem wpadamy w sidła pracoholizmu? Jaka idea czy też problem za tym stoją? – pyta Jakub B. Bączek, trener mentalny, trener pracy zespołu, ekspert komunikacji PR z JBB Team.

Idea, za którą stoi praca…

Jak pisze dalej ekspert, nie popełnię dużego błędu, jeśli pracę zawodową porównam do dawnych polowań i codziennej walki o przetrwanie. W obu działaniach chodzi o zapewnienie bytu sobie i najbliższym. W XXI wieku jednak praca ma już zupełnie inny wymiar i charakter niż jeszcze 100 lat temu. Pod wieloma aspektami jest nam obecnie znacznie trudniej. Popularne jeszcze 5 czy 10 lat temu określenie „wyścigu szczurów” nie bez powodu zostało zastąpione przez nieco wulgarne, ale doskonale oddające sytuację sformułowanie „kultury zap***”. Pracujemy BEZ PRZERWY. Nawet, gdy już opuścimy pracę, myślimy i rozmawiamy na jej temat, budzimy się w środku nocy z przerażeniem, że czegoś nie dokończyliśmy. Pysznimy się przed wszystkimi, ile godzin pracujemy, nie dostrzegając niczego toksycznego czy nienormalnego w podwójnym etacie na jednym stanowisku. Pieniądze to natomiast tylko jeden z efektów, których oczekujemy i okazuje się, że nie zawsze najbardziej istotny. Pragniemy przede wszystkim uznania, statusu i dopiero na koniec zabezpieczenia finansowego na starość, nieufni w możliwości instytucji takich jak ZUS.

Dynamiczna sytuacja na rynku mobilizuje, jeśli nie zmusza, do ciągłego podnoszenia kwalifikacji zawodowych

Z nieco innych pobudek niż na przykład nasi rodzice i dziadkowie gonimy również za poczuciem bezpieczeństwa wynikającym z posiadania stałej pracy… Dynamiczna sytuacja na rynku mobilizuje, jeśli nie zmusza, do ciągłego podnoszenia kwalifikacji zawodowych i tak jak kiedyś nasi rodzice pozostawali w jednym zakładzie pracy na całe dekady, a ich rozwój miał cechy ewolucyjne, tak wymagania stawianie wobec pracowników dzisiaj to rewolucja, która odbywa się każdego dnia; stare zawody tracą na znaczeniu, powoli zanikają i giną, wciąż pojawiają się nowe, a istniejące od dekad firmy zamykają swoje podwoje, ciągle redukując etaty, a na rynku bez przerwy pojawiają się nowe technologie, z którymi trzeba być na bieżąco. Może to powodować lekki zawrót głowy oraz poczucie, że nawet najdrobniejszy odpoczynek, najmniejsza słabość, odsuną nas w tej gonitwie na dalszy plan…

Pracoholizm jako lekarstwo na lęki

Ogromne wrażenie kilka lat temu zrobił na mnie seans filmu „Joe Black”. W historii tej chodzi o priorytety w życiu. Starszy biznesmen spotyka na swojej drodze Śmierć, która informuje go o rychłym zgonie. Film ten pokazuje, jak trudno temu człowiekowi, uzależnionemu od pracy, zająć się tematami naprawdę ważnymi – takimi jak rodzina, miłość i relacje z ludźmi. Dlaczego nawet świadomość śmierci nie jest w stanie nas powstrzymać przed pracą? Praca stała się dla nas bowiem lekarstwem na lęki, niepokoje i problemy. Stwarza nam sytuacje, nad którymi możemy panować, kontrolować je i ujarzmiać wszelkie jej nieprawidłowości ze względną łatwością. Nie tak jak w życiu prywatnym, które dużo bardziej zależy od innych ludzi, zdrowia naszych bliskich czy zwykłych wypadków dnia codziennego. Praca daje zatem poczucie bezpieczeństwa… Dostarcza jednak również sporo adrenaliny i endorfin – zwłaszcza gdy interesy idą po naszej myśli, a każdy kolejny sukces, zastępujący okres dużego stresu, uzależnia nas coraz bardziej od pracy zawodowej. Życie prywatne raczej nie dostarcza nam takich emocji, a przynajmniej nie powinno i na szczęście zwykle zdajemy sobie z tego sprawę.

Słowem podsumowania…

Praca dostarcza nam zatem nie tylko pieniędzy. To również zaspokajanie potrzeby przynależności, wiary w siebie i samorealizacji (zgodnie z piramidą Maslowa). Przyzwyczajeni do osiągania sukcesów, wystąpień publicznych lub po prostu do zarządzania, wrzuceni w etap wolności finansowej, czyli momentu, kiedy już możemy odpuścić, stajemy przed bardzo trudnym wyzwaniem, którym jest powstrzymanie się od pracy i znalezienie innych „podniet” w życiu codziennym – możemy bowiem mieć naturalny odruch, by wracać do pracy, odczuwać wręcz przygnębienie a nawet depresję z powodu braku zajęcia zawodowego. Pamiętam taką bardzo znaczącą sytuację, kiedy już nie sprawowałem codziennego nadzoru nad założoną przeze mnie firmą, a jeden z moich pracowników podpisał kontrakt z klientem, który dotychczas kontaktował się jedynie ze mną. Zamiast dumy czy ulgi, że nie muszę być wszędzie i cały czas dostępny, poczułem ukłucie zazdrości! Dręczyły mnie pytania, czy to znaczy, że już nie jestem potrzebny i że każdy może mnie zastąpić… I jest to niestety sposób myślenia, który pojawia się u wielu przedsiębiorców – bardzo zresztą szkodliwy i hamujący rozwój osobisty oraz wtłaczający nas na zawsze w katorżnicą pracę, którą bez problemu mógłby już w pewnym momencie wykonywać ktoś inny.

Dziś już patrząc na tę sytuację z perspektywy, śmieję się ze swojej reakcji. Sporo jednak czasu minęło, zanim nauczyłem się rozdzielać wiarę we własne możliwości i siły od mojego zaangażowania w bieżące sukcesy firmy – zaznacza Jakub. B. Bączek.
Udostępnij: